29.01 byłam w Muzeum Etnograficznym na okrągłym stole, podsumowującym wystawę „Swoje i cudze”. Jest to instytucja, do której lubię zaglądać, bo często dzieją się tam ciekawe rzeczy. W dodatku zaprzyjaźniona od dawna, dyrektora muzeum poznałam jeszcze w 1997 r., w czasie pierwszego mojego wyjazdu na Ukrainę. Rok czy dwa później odbywałam tam praktyki.

 

Spotkanie z początku trochę wiało nudą, mówiono głównie o sprawach typowo muzealnych, nawet udało mi się pograć chwilę „pod ławką” w 2048, ale potem się rozkręciło. Padło tam m. in. kilka ciekawych kwestii, które warto przytoczyć. Będę to robić w kolejnych, oddzielnych wpisach.

 

Dziś pierwszy – o Sołomii Kruszelnickiej, a zarazem o tym, jak nas widzą Ukraińcy, a właściwie, jak Ukraińcy myślą, że my, Polacy ich widzimy. Emotikon wink

W czasie dyskusji zabrała głos pani z muzem Sołomii Kruszelnickiej we Lwowie. W jej wypowiedzi uderzyło mnie jedno: „Polacy do naszego muzeum nie chodzą, to jasne, przez to, jak Kruszelnicka odnosiła się do kwestii swojej narodowości”.

 

Kruszlenicka była światowej sławy śpiewaczką operową. Z pochodzenia Ukrainką, córką księdza greckokatolickiego. Żyła na przełomie XIX i XX w. kiedy ani Polska, ani Ukraina nie miały własnego państwa, ale na arenie międzynarodowej była często kojarzona z Polską, również polska prasa tak o niej pisała, czy to z niewiedzy czy innych przyczyn. Kruszelnicka zawsze prostowała te informacje i dumnie podkreślała swoje ukraińskie pochodzenie.

 

Wiem, że pośród moich czytelników przynajmniej kilka osób o tym wiedziało. Zapewniam was jednak, o czym i zapewniłam panią z muzeum S. K. – przeciętny Polak na wycieczce we Lwowie nie tylko nie zna takich niuansów, ale i najczęściej pierwszy raz w życiu słyszy nazwisko Kruszelnicka. Z kilkudziesięciu muzeów Lwowa na standardowej wycieczce nie zwiedza się żadnego, na takiej z rozszerzonym programem – jedno. I NIE jest to muzeum Kruszelnickiej, nie trudno się domyślić dlaczego.

 

W dalszym ciągu dyskusji okazało się, że ekspozycja w muzeum nie ma polskiego wariantu podpisów, aczkolwiek pracownicy mogą oprowadzić w tym języku. Więc jeśli ktoś ma ochotę – do dzieła. Czekam na relacje.

[ tekst pochodzi ze strony https://www.facebook.com/klozacd ]

dodaj do notanika