Tetiana Sabodasz, tegoroczna lauretaka nagrody im. Borysa Woźnickiego i główny kustosz zamku w Olesku, w imieniu swoim i pracowników muzeum wystosowała list otwarty do prezydenta Ukrainy. Na samym wstępie zaznaczono, że jest to sprawa nadzwyczajnej wagi państwowej. Chodzi mianowicie o to, że już od ponad trzech lat „ma miejsce zastraszanie i wywierana jest presja psychologiczna” (dalej jest mowa jeszcze o szczuciu przez Polaków) ze strony ministerstwa kultury na pracowników muzeum, aby oddano kolegiacie w Żółkwi XVII-wieczne obrazy batalistyczne malowane na zamówienie Sobieskiego. Podpisani pod listem, jak sami o sobie piszą „biedni ludzie z pensją wysokości 2 tysięcy hrywien, ale nie zdrajcy, którzy nie dadzą z siebie robić niewolników, ślepo wykonujących cudze rozporządzenia” (dla jasności dalej dodano, że polskie) stanowczo mówią: batalie nigdy nie wrócą do kościoła, bo to dla nich wyrok śmierci. Nie opuszczą ścian rodzimego muzeum, gdzie spędziły 45 lat, bez naszej zgody. I dodają: swojego nigdy i nikomu nie oddamy.

Jaka jest argumentacja sygnatariuszy listu? Po pierwsze, batalie znajdowały się w kościele, ale z przeciekającym dachem i wybitymi oknami, co doprowadziło do ich zniszczenia. Borys Woźnicki, nieżyjący dyrektor Galerii Obrazów (której filią jest zamek w Olesku) uratował je z narażeniem życia (dosłownie) i kariery. Taka była wola Woźnickiego i taka jest wola jego córki, obecnie dyrektorki Galerii. Dalej… a, dalej już nie ma żadnych argumentów, tylko wycieczki osobiste przeciwko tym, którzy pomysł popierają (minister kultury jako filozof nic się nie rozumie na sztuce, a dyrektor rezerwatu kulturowego w Żółkwi jest prostym mieszczuchem, który zarządza walącym się zamkiem, za to chętnie jeździ do Warszawy).

W takim razie czas na fakty: nie będę pisać o historii obrazów ani ich wartości artystycznej. Batalie wisiały w kościele w Żółkwi co najmniej od lat 90-tych XVII w. do 1972 r., kiedy to z zamienionej przez władze na magazyn i niszczejącej światyni uratował je Woźnicki. Jest to jego niezaprzeczalna zasługa. Obrazy zniszczały, ale tylko dlatego, że działania ówczesnych władz doprowadziły do ruiny kościół. Obecnie jest on pięknie odrestaurowany. Trzy obrazy zostały własnymi siłami odrestaurowane przez Galerię, ale nie było miejsca, w których mogłyby być eksponowane. Jedynie bitwa pod Wiedniem, w połowie zwinięta, wisiała w ekspozycji oleskiej. W latach 2008-2011 dwa płótna (Wiedeń i Parkany) zostały gruntownie odrestaurowane. W liście jest mowa o tym, że pracowali nad nimi polscy i ukraińscy konserwatorzy, ale ani słowa o tym, że polskie ministerstwo kultury wyłożyło na ten cel 5 milionów złotych, jedynie o tym, że Olesko nie jest podporządkowane polskiemu ministerstwu, i że co by było, gdyby Ukraina zaczęła zgłaszać pretensje do dzieł wywiezionych przez Polaków w latach 30-stych i 40-stych?

Polskie ministerstwo zapłaciwszy grube miliony za odnowienie obrazów namalowanych dla polskiego króla walczy o to, żeby były one eksponowane na Ukrainie. Chyba, że sygnatariusze listu uważają, że kolegiata w Żółkwi jest eksterytorialna, albo wręcz jest to terytorium polskie, w dodatku pewnie połaczone tajemnym tunelem z macierzą, przez który rzeczone batalie natychmiast zostaną przemycone do Polski i dołączą do innych ukraińskich zbiorów „zrabowanych w latach 30-stych i 40-stych”?

 

 

+ O historii obrazów można przeczytać w artykule dyrektora muzeum na Wawelu, Jerzego Petrusa, w kwartalniku Cenne, bezcenne, utracone 04-06/2012 (http://issuu.com/nimoz/docs/cenne_bezcenne_utracone_2_71)

dodaj do notanika