We wspomnieniach z przedwojennego Lwowa niektóre miejsca pojawiają się częściej niż inne – dzięki swojej atmosferze, specyficznej otoczce czy legendom, którymi obrosły, zaznaczyły się mocniej na mapie pamięci. Wizyta we Lwowie, szczególnie sentymentalna, nie będzie pełna bez odwiedzenia tych miejsc!

Jak zawsze głosujemy na facebooku.

Hotel George

Najstarszy z istniejących (od 1793 r.) i niegdyś najelegantszy hotel we Lwowie, który gościł pod swoim dachem Balzaca, Lista, Casanovę, Piłsudskiego, Paderewskiego, szacha perskiego, a Kiepura z jego balkonu śpiewał dla zgromadzonej na ulicy publiczności. Jego świetność przygasła nieco w czasach radzieckich, kiedy został przemianowany na hotel „Inturist”. Obecnie powrócono do dawnej nazwy, ale hotelowi daleko jeszcze do swej dawnej pozycji „najelegantszego mebla w salonie miasta”, więc za stosunkowo niewysoką cenę można zakosztować legendy.

Niezatarte wrażenie wywołało na mnie kilka objawień: z dwoma braćmi stałem zafascynowany, jak pociąga się porcelanową rączkę na łańcuszku i natychmiast wybucha szum wody w muszli, mogłem się tak bawić godzinami, aż mnie służba hotelowa przepędzała stamtąd dość grzecznie, ale stanowczo. (A. Chciuk)

Czasami po mszy świętej w Katedrze Łacińskiej, z całą rodziną, wstępowaliśmy do „George’a” na bitą śmietanę z czekoladą, którą jadło się z wielkim apetytem. Należało się odpowiednio i grzecznie zachowywać, co nie było łatwe wtedy, zwłaszcza gdy byliśmy jeszcze mali – stanowiliśmy niemałą gromadkę – było nas pięcioro i rodzice. Lwów w tym czasie był radosny, elegancki i rozśpiewany i – to było naprawdę cudowne i kochane miasto… (anonimowe wspomnienie – lwowskie bliźniaczki)

(zdjęcia wnętrz pochodzą ze strony hotelu: http://www.georgehotel.com.ua/

Corso

Pod tą nazwą kryła się trasa spacerowa przez ul. Akademicką i Wały Hetmańskie. Ulubione miejsce niedzielnych przechadzek, dwie najelegantsze ulice we Lwowie, po zabudowaniu w podziemny korytarz rzeki Pełtwi połączone w jedną aleję, rozdzieloną szerokim pasem zieleni pośrodku. Tutaj na przełomie XIX i XX w. powstały najelegantsze gmachy we Lwowie, ekskluzywne hotele, działały znane cukiernie, jak zakład Zaleskiego, czy popularne kawiarnie – Roma i Szkocka, miejsce spotkań lwowskich matematyków oraz istniejąca do dziś Wiedeńska, znajdowało się kasyno miejskie i teatr oraz pierwsze i najważniejsze lwowskie pomniki – hetmana Jabłonowskiego, króla Sobieskiego, Mickiewicza, Ujejskiego, Fredry.

Nad Akademicką np. unosiły się stale wielkie kłęby wapiennego kurzu, w czasie suszy zamieniające się w chmurę sięgającą dachów. W takiej to chmurze ujrzałem w r. 1903 lub 1904, lecący z karkołomną szybkością cień pierwszego samochodu, własność sławnego chirurga lwowskiego prof. Rydygiera. (M. Lisiewicz)

Do cukierni Zaleskiego wchodziło się z nabożeństwem, tak tu lśniły marmurowe lady otoczone aluminiowymi uchwytami, szklane przegrody, za którymi piętrzyły się sterty najwspanialszych, a przede wszystkim doskonałych ciastek, ciast i tortów oraz np. (zwłaszcza w okresie Wielkanocy) wyrobów marcepanowych imitujących wszystkie potrawy „Święconego”, wykonywanych w skali mini. I ten cudowny zapach migdałów, ponczu, palonych orzechów, a może i kawy sprawiał, że miałyśmy ochotę wciągać powietrze nieomal głośno naszymi nosami. Ze wszystkich ciastek, które rodzice z różnych okazji tu kupowali, najbardziej lubiłam „murzynki”- dwa krążki biszkoptowe spojone masą śnieżno białej śmietany kremówki, oblane grubym lukrem z przepysznej czekolady, których smak pamiętam do dziś, no i oczywiście pączki, które stały się prawie legendą i wizytówką tej znakomitej firmy cukierniczej. Na rok czy może dwa przed II wojną wysyłał je Zaleski samolotem nie tylko do Warszawy, ale nawet do Paryża. (W. Niemczycka-Babel)

A odkąd nam zabrała bezlitosna przestrzeń / Wały Hetmańskie, Zamek, Legionów, Sykstuską / Byliśmy jak te liście niesione na wietrze. / I wszędzie było obco, wszędzie była pustka. (J. Czechowiczówna)

Na dzisiejszym korsie ruch istotnie wre jak dawniej. Inna nazwy, inni ludzie, inne wnętrza i wystroje zewnętrzne sklepów, inne czasy, tylko mury zostały identyczne  i w nich rozgrywa się ta sama, identyczna zabawa w promenadę. Minęły zawieruchy wojenne, skończyli dawno swe rządy panowie życia i śmierci – także we Lwowie – Hitler i Stalin, wszystko jest właściwie inne, nowe, dla nas, lwowiaków trudne często do zniesienia, ale życie trwa i jest nadzieja, że trwać będzie. Ta wróżba – minimalistyczna wprawdzie – nie brzmi jednak pesymistycznie. Dla ludzi, którzy spacerują po dzisiejszych salonach Lwowa, te salony przetrwają w ich wspomnieniach, jak nasze dawne przetrwały w nas. (A. i E. Hollankowie)

Pasaż Mikolascha

Wybudowany w 1900 r. secesyjny pasaż szybko stał się jednym z najnowocześniejszych i najelegantszych centrów handlu i rozrywki we Lwowie. Ponad 120-metrowej długości, cały nakryty szklanym dachem, mieścił oprócz licznych butików kawiarnie i restauracje oraz dwie sale kinowe. Niestety pasaż zniszczyło bombardowanie w czasie II wojny światowej, zostały z niego zaledwie fragmenty, z których ciężko domyślić się jego dawnej świetności.

Lwów to szklane dachy Dworca Głównego, / I pasaż Mikolasza wraz z kinem „Uciecha”, / Tak to nasz Lwów – a jemu nie znajdziesz równego, / Wysypując wszystkie miasta z światowego miecha. (E. Rolland)

Teofil mógłby iść przez pasaż z zawiązanymi oczyma, kierując się strefami zapachów. Oto kończy się woń kawy i tytoniu, która wieje od kawiarni, tuż za nią przecina drogę wąskie pasmo świeżej, soczystej woni owoców z koszów, wystawionych przed sklepem Schleichera, i wreszcie drogeria Mikolascha nasyca powietrze zapachem chemikaliów. W tej ostatniej, surowej strefie, nad muszlą bez wody, w podmuchach zimna z dwóch bram stoi biała marmurowa panna. (J. Parandowski)

Park Stryjski

Park o pow. 55 ha powstał w poł. XIX w. Jest malowniczo położony na skraju płyty podolskiej. W dolnej części parku znajduje się szereg specjalnie tu sprowadzonych, rzadkich gatunków drzew i krzewów, jak np. tulipanowiec amerykański, a także oranżeria, sadzawka, sztuczny strumyk i zachowany do dziś pomnik Kilińskiego. Wiosną obficie kwitną magnolie. Górna część parku została pod koniec XIX w. powiększona o teren Powszechnej Wystawy Krajowej, gdzie później odbywały się Targi Wschodnie. Zachowało się kilka pawilonów, m. in. Pałac Sztuki i pawilon panoramy racławickiej.

Stryjski park tonął cały w jaśminach / Zapach bzu po ogrodach się snuł, / Jeden tramwaj pod górę się wspinał, / Drugi z góry katulał się w dół. (F. Konarski, piosenka)

Ten Stryjski Park,  / Ten Wschodni Targ,  / te „szanowania”, „padam do nóg”, bońdź zdrów” / ma tylko jeden Lwów. (F. Konarski, piosenka)

I teraz za oknem patrząc za słońcem sierpniowem / Za wieczorem, co szarą odpływa godziną, / Mógłby wstać, uciec z Anglii i środkiem Londynu  / Biec do Parku Stryjskiego i nakryć się Lwowem. (K. Wierzyński)

Wysoki Zamek

Na najwyższym wzniesieniu lwowskim, wzgórzu zamkowym, gdzie niegdyś stał zamek Kazimierza Wielkiego, w II poł. XIX w. wzniesiono kopiec poświęcony 300-letniej rocznicy podpisania Unii Lubelskiej. Budowa kopca była ważnym wydarzeniem patriotycznym, przywieziono specjalnie ziemię z grobów Mickiewicza i Lelewela, angażowała się w nią duża część społeczności Lwowa. Kopiec stał się ulubionym miejscem przechadzek, ponieważ roztacza się z niego szeroka panorama miasta i okolic, aż po szczyty Karpat. Charakterystyczny kształt kopca jest widoczny z wielu miejsc we Lwowie.

Tym, czym jest dla chrześcijanina niebo, był dla każdego z nas Wysoki Zamek. (St. Lem)

Tam się szło dniem po szeroki oddech, a nocą po gorący pocałunek. Ile tam padło zaklęć miłosnych na śmierć i życie, powtarzanych zawsze szczerze, a jednak zawsze ledwie przez ułamek życia trwających. (K. Adwentowicz)

Wieczór na kopcu Unii Lubelskiej  – / słońce z wolna się chowa… / Płoną we mgle różowo-niebieskie / Wieże kościołów Lwowa. (M. Czerkawska)

Łyczaków

Najsłynniejsza dzielnica Lwowa, rozsławiona przez jego mieszkańców wspomnieniami i piosenką. Mimo, iż z Łyczakowem związanych jest kilka wybitnych postaci, jak Zbigniew Herbert, Jerzy Janicki czy Henryk Zbierzchowski, to zamieszkiwali tu głównie anonimowi lwowscy batiarzy, bardowie ulicy, Szczepcie i Tońcie. Dzielnica przez długi czas zachowała swój przedmiejski charakter – zamiast okazałych kamienic można tu znaleźć parterowe domki i zarośnięte podwórka. Na Łyczakowie znajduje się też najważniejsza nekropolia Lwowa – Cmentarz Łyczakowski.

Na Łyczakowi / leży tam w rowi / pijany człek / „W imieniu prawa / ta naj pan wstawa!” / policaj rzekł (piosenka uliczna)

Być już na Łyczakowie i pominąć cmentarz? / Ten jedyny, najpiękniejszy ze wszystkich cmentarzy? / Tu nie ma konfuzji głębokości czy perspektywy tematu, / tego nie odda mezzotinta, akwaforta najlepszych malarzy. (R. Makarewicz)

Mam gitarę kupioną we Lwowie / Mam ją chyba z dwadzieścia parę lat / urodziła się na Łyczakowie / u stolarza, który przy niej / lubił śpiewać swej dziewczynie. (piosenka, E. Schlechter)

Lwy przed ratuszem

Ratusz, wybudowany w XIX w. przez zaborczą władzę austriacką, nigdy nie cieszył się sympatią lwowiaków. Co innego dwa lwy stojące przed jego wejściem, dzieło wybitnego rzeźbiarza Tadeusza Barącza – te dumne symbole miasta stojące na straży jego tradycji były ulubieńcami lwowiaków do tego stopnia, że zniszczone przez działania wojenne figury odtworzył w 1948 r. ukraiński rzeźbiarz, aby nadal strzegły wejścia do ratusza.

To dobrze że bronią ich lwy / rycerze śpiący / pod ratuszem. / Lecz zbudzą się / i przebudzą / do czynu / który wielokrotnie zaistniał / i / jakiego jeszcze nie było. (M. Paździorówna)

Przed ratuszową bramą / Stoją kamienne lwy / Wiedzą, że zawsze tak samo / Marzy młodość i kwitną bzy. (Marian Hemar, piosenka)

 

 

dodaj do notanika