Kilka dni temu znany ukraiński dziennikarz, Wachtang Kipiani przebywając we Lwowie na Cmentarzu Łyczakowskim posłuchał przypadkowo kilku polskich przewodników, a to, co usłyszał, co wprawiło go w takie oburzenie, że znalazło ujście aż na facebooku (post i dyskusja pod nim jest dostępna jest pod adresem: https://www.facebook.com/vakhtang.kipiani/posts/10154383222112410).

Podstawowym zarzutem dziennikarza, który stał przy wejściu, zaraz obok „pola pochówków honorowych”, na którym spoczywają ukraińscy dysydenci, ofiary Majdanu i kilku upowców bojowników o niepodległość, było to, że nikt nie omawia dokładnie pochowanych tam postaci, „które przez dziesięciolecia walczyły o Ukrainę”, a co najwyżej wspomni, że leży tam „dwóch oficerów i trzech majdanowców”.

Post zebrał już prawie 400 reakcji, z czego ponad ¼ wyrażających złość. Wśród komentarzy pojawiły się opinie, że Polacy przyjeżdżają z Polski o opowiadają, co im się podoba (lub „plotą to, czego ich w szkołach uczą”), że nie można pozwolić, aby ktoś dyktował Ukrainie jej historię, czy to z Moskwy, czy z Warszawy, „jaka różnica, RP czy FR (Federacja Rosyjska)”, aż po krótkie „ ku*wy”.

Czy jednak mają prawo być Ukraińcy źli na nas za to, co czego nie opowiadamy? Znam wielu polskich przewodników, którzy z szacunkiem odnoszą się do ukraińskiej części historii tych ziem i przekazują te sprawy w trakcie wycieczki, opowiadając nierzadko rzeczy, o których turyści słyszą po raz pierwszy w życiu. Znam przewodników Ukraińców, którzy także nie zatrzymują się przy polu pochówków honorowych, aby opowiedzieć szczegółowo o każdej postaci. Nie dlatego, że brak im patriotyzmu, a dlatego, że nie ma na to czasu, kiedy wycieczka jest skoncentrowana na innych tematach. I nie ma w tym nic dziwnego, że polska wycieczka chce słuchać o postaciach znanych w Polsce, a my im o takich opowiadamy. Tak samo, jak nie ma nic dziwnego w tym, kiedy przyjeżdża turysta i uprzedza, że nie ma ochoty w ogóle jechać na cmentarz, albo zwiedzać kościołów, bo woli spędzić czas bardziej rozrywkowo. Wycieczka nie może być wykładem ideologicznym, jak chciałby pan Kipiani, ani dawką podsuwanej w kolorowym papierku propagandy (chyba, że komuś się tęskni za minioną epoką).

Przewodnik ma przecież zadbać o to, aby jego klient był zadowolony i mile spędził czas.

Więc jednak ku*wy?

 

* Czy wiesz, że możesz komentować logując się za pomocą facebooka, google, twittera, disqus lub bez logowania? Wystarczy, że klikniesz ramkę Rozpocznij dyskusję> Nazwa> Wolę pisać jako gość.