W weekend zjeździliśmy 600 km po naszych drogach (i bezdrożach) – do Kamieńca Podolskiego i z powrotem. Im dalej na wschód, tym mniejszy ruch, i tym lepsze drogi. Na Podolu już pozaklejali trochę dziury po zimie. Bliżej Lwowa jest gorzej.

Kilka zdjęć z trasy.

 

dodaj do notanika
  • Janek

    Pani Katarzyno, obejrzałem Pani bloga i jestem niezmiernie wdzięczny za wszystko, co pozwala mi w ułomny nawet sposób smakować tego, co lwowskie – choć na odległość. Miałem przyjemność być w zeszłym roku w Lwowie, ale tylko 1 dzień. Zauroczył mnie a jednocześnie zranił (może Pani się domyśla dlaczego). Trzeba będzie kiedyś to powtórzyć w jakimś dłuższym wydaniu. Żoną już namawiam na jakąś współpracę międzyszkolną z jakąś polską szkołą we Lwowie, może harcerstwo, może mój chór… wszystko jedno. Czuję, że to co dziś jest nie do ruszenia kiedyś jeszcze historia zachachmęci i jeszcze może być różnie choć oczywiście mogą to być tylko mrzonki. Tak, czy inaczej czułem się nieswojo w „swoim” albo swojo w „nieswoim” miejscu. To trudne – Panie wie to z resztą najlepiej… Historia zawarta w architekturze zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Piękny ten Lwów. I za jego pokazywanie serdecznie Pani dziękuję.

    j.winiarskiXpiotrkow.pl

    Janek