Piękny film, który mi się nie spodobał – chyba tak można by szybko streścić moja recenzję. 

Ukraińska kinematografia 

W latach 90. i 2000., kiedy jeździłam na Ukrainę jako turystyka, ale znająca już język, nie było w kinach zbyt wielu ukraińskich filmów. Dobra, nie było ich wcale. Były głównie filmy rosyjskie i zachodnie, ale z rosyjskim tłumaczeniem (zgodnie z filozofią „po co tłumaczyć dwa razy,  i tak wszyscy rozumieją”).  

Pierwszym ukraińskojęzycznym i ukraińskim filmem, który obejrzałam (no, prawie, bo trochę przysnęłam na seansie) była „Modlitwa za hetmana Mazepę”, twór mający aspiracje do jakiejś wyższej formy sztuki, niby nawiązujący do XVII-w. wędrownych teatrów, ale właściwie niezrozumiały gniot o długości chyba 3h. Na pewno był to film, którego nie dało się zapomnieć. Przynajmniej po to, żeby przypadkiem nie obejrzeć go po raz drugi.  

Nowe pokolenie 

Od tego czasu bardzo dużo się zmieniło. Wyrosło całe nowe pokolenie filmowców, którzy zaczęli robić ukraińskie filmy. W tym bardzo dobre filmy. Przełomem był dla mnie „Povodyr” z r. 2013 (polski tytuł „Przewodnik”), opowieść o tragicznych losach Ukraińców w ZSRR lat 30., z wątkiem polityczno-szpiegowskim w tle, pięknymi zdjęciami i muzyką Jamali w tle. 

W międzyczasie zaczęły się pojawiać filmy historyczne Tarasa Chimycza,  podejmujące głównie wątki walk Ukraińców o niepodległość (m. in. „Legion”, o którym dyskutowaliśmy na Facebooku). 

Film o UPA 

Niedawno w kinach pojawił się kolejny film nakręcony na Ukrainie – „Czerwonyj”. 

Nie wydając się w encyklopedyczne informacje, bo te można znaleźć w internecie – jest to przepiękny film. Wspaniałe zdjęcia, gra aktorska, oszałamiające krajobrazy, świetna muzyka. Fabuła podobno oparta na prawdziwych wydarzeniach. Mistrzowski zabieg z tytułem filmu – Czerwonyj to nazwisko głównego bohatera, banderowca z zachodniej Ukrainy, ale i jedyny kolor pojawiający się w scenografii sowieckich łagrów, gdzie rozgrywa się akcja. Czerwona jest nawet ziemia wokół i obecny wszędzie pył, dostający się we wszystkie zakamarki, jak wszechobecne państwo sowieckie. Ogląda się świetnie, trzyma w napięciu. Zdjęcia kręcono m. in. w okolicy Krzywego Rogu, nieopodal urwiska o wiele mówiącej nazwie „Upadek ZSRR”. 

Nietypowo, reżyserem jest mieszkający na Ukrainie od 2008 r. Gruzin, Zaza Buadze, a jednym z partnerów było litweskie studio filmowe, co pokazuje, że tematyka UPA może być atrakcyjna nie tylko dla Ukraińców.

Ruski pije i bije

Niestety z kina wyszłam rozczarowana. Po pierwsze, był to film propagandowy. O tym, jacy to Ukraińcy (z zachodu) są mocni, dumni i prawi. Tak, jest zapotrzebowanie na taką retorykę w kraju ogarniętym wojną (podtytuł filmu: „walka, która wciąż trwa”), ale tutaj stopień niezłomności głównego bohatera osadzonego w sowieckim łagrze wyraźnie wyskoczył poza skalę.  

Tymbardziej blado i schematycznie wypadają na jego tle inni – naiwna lekarka, która romansuje z komendantem łagru, aby wyciągnąć z Gułagu ojca, Ukrainiec ze wschodu, wierzący w komunizm czerwonoarmista, który niby się waha, ale właściwie to ma w głowie totalny mętlik, nie wspominając już o czekiście – ten jak stereotypowy Rosjanin tylko chla, gromadzi łupy wojenne i bije kobietę. Brak tu miejsca na jakiekolwiek dylematy moralne, odcienie szarości, ludzką twarz katów czy choćby jakąś przemianę czy bodaj głębsze przemyślenia bohaterów. Jednym, który tu coś zrozumiał, jest urka (przywódca grupy więźniów kryminalnych), a zrozumiał to właśnie, że zachodni Ukraińcy to jest zupełnie inna klasa za..bistości. I z takim przekonaniem powinien wyjść widz z kina. 

Ukraiński terminator

Sądząc z opinii zamieszczonych na portalach poświęcinych filmowi, „Czerwonyj” spodobał się widzom, ma wysokie oceny. Jednak nie brakuje i krytyki – że film jest płaski, że przedstawia Ukraińców jako „niezłomnych, prawych, ideowych, wierzących i w wyszywankach”, że jedyna idea, jaka mu przyświeca, to „bij Moskala i do przodu”, a chciałoby się obejrzeć nie tylko kino patriotyczne, ale po prostu dobre kino historyczne, które można będzie pokazać nie tylko na Ukrainie, ale i na świecie, bo „ile można tłumaczyć ukraińskie kino tym, że jest ono ukraińskie”?. 

Poszlibyście do kina na ukraińską produkcję? 

 

Źródła:

https://zbruc.eu/node/70273

http://espreso.tv/