Dlaczego wrocławskie tramwaje są niebieskie?

Mkną po szynach niebieskie tramwaje

przez wrocławskich ulic sto…

– śpiewała Maria Koterbska w najpopularniejszej chyba wrocławskiej piosence.

Popularny jest pogląd, że cały powojenny Wrocław składał się praktycznie z samych lwowiaków, wysiedlonych przymusowo ze swojego rodzinnego miasta, co ilustrowała popularna anegdotka:

– Pan skąd?

– Z Wrocławia.

– Ja też ze Lwowa.

W rzeczywistości lwowiacy w powojennym Wrocławiu stanowili nie więcej, niż 20%. Byli za to grupą nadającą ton życiu miasta – osiedliło się tu wielu profesorów uniwersyteckich i ludzi nauki, inteligencja, artyści; ale grupą, z którą wrocławianie stykali się na co dzień i dzięki której zaczęto utożsamiać oba miasta, byli tramwajarze. Lwowski tramwaj był młodszy od wrocławskiego tylko o rok – pierwsza linia elektryczna we Wrocławiu została uruchomiona w 1893, we Lwowie – w 1894. Weseli, pełni kolorytu, mówiący z kresowym zaśpiewem. To oni stawiali „na nogi” wrocławskie tramwaje, które w czasie wojny służyły jako fragmenty barykad Festung Breslau, później wożono nimi gruz, wykorzystywano jako kioski, apteki, księgarnie.

To dzięki nim, batiarom z Łyczakowa i Zamarstynowa już w maju 1945 uruchomiono we Wrocławiu linie tramwajowe, podczas gdy władzy sowieckiej we Lwowie zajęło to trzy lata więcej.

A dlaczego tramwaje we Wrocławiu są niebieskie? Niektórzy (w tym Wikipedia) podają: bo lwowskie takie były. Jednak przeglądając przedwojenne lwowskie pocztówki możemy się przekonać, że pojawiają się na nich wyłącznie czerwone tramwaje. Niebieskie zjawiły się po wojnie. Inne wersje mówią o wzorcu krakowskim lub o… nadmiarze niebieskiej farby w deficytowej rzeczywistości powojennego Wrocławia.

przed wojną / po wojnie

przed wojną / po wojnie

 

Gabryelówka. Wracamy do Lwowa

…bo w końcu o Lwowie ma być, a nie o Wrocławiu, nie?

Gabrielówka to dalekie przedmieście na północy Lwowa. Zaczęło się rozwijać na początku XX w., kiedy do użytku została oddana wybudowana tam nowoczesna rzeźnia miejska.

Lwów, rzeźnia

Nowa Rzeźnia

Wkrótce Gabrielówka zyskała połączenie z centrum miasta linią tramwajową (HG, Hetmańska-Gabrielówka, późniejsza „5”). W 1908 r. znana lwowska firma budowlana Michała Ulama wybudowała tu zajezdnię, która była jednym z niewielu we Lwowie przykładów zastosowania stylu secesyjnego do budownictwa o takim przeznaczeniu. Oryginlanie prezentował się zwłaszcza malowniczy budyneczek stróżówki, którego nie powstydziłby się sam Gaudi. Niestety zajezdnia, choć zachowana do dziś, została przebudowana i straciła swój secesyjny charakter.

Lwów, plan z 1931 r.

Lwów, plan z 1931 r.

Domy tramwajarzy

Tuż za zajednią Miejska Kolej Elektryczna nabyła grunt na budowę domów dla swoich pracowników. Ok. 1910 r. powstały dwa bliźniaki o oryginalnej architekturze, łaczącej cechy geometrycznej secesji i Art Deco. W budynku znajdują się 3 klatki schodowe, na piętrze mieści się 12 niewielkich, 1-pokojowych mieszkań z kuchnią, łazienką i toaletą (postęp i wygoda w porównaniu z „domkami kolejowymi”) oraz balkonem.

Ciekawie prezentuje się także bryła budynku oraz delikatne ozdoby. Między pierwszym a drugim piętrem umieszczono m. in. medaliony… z podobizną koguta. Sto punktów dla tego, kto mi wyjaśni, co miał kogut wspólnego z tramwajarzami.

Pożegnanie

Do Nowej Rzeźni dochodziła  odnoga linii kolejowej ze stacji Podzamcze. To między innymi stąd odchodziły transporty do Wrocławia, którymi w latach 40. lwowscy tramwajarze opuszczali swoje miasto.

Byłam na Gabryelówce na portierce do 6.00 i zagrzałam się trochę. Z niecierpliwością oczekiwaliśmy dnia i transportu. Wraz ze świtem przyszedł i deszcz, który cały dzień padał. Pomokliśmy wraz z bagażem bardzo. Rano przyszła koleżanka z bratem i pomogli nam ponakrywać głowy blachami, przez które i tak deszcz padał. (…) Byliśmy w rozpaczy. Deszcz lał. Mokliśmy. Już mieliśmy zamiar iść do domu i wyrzec się jazdy. Żal mnie było strasznie, a jednak bałam się nocy, bo są niebezpieczne i mimo woli zaczęłam bardzo płakać. Sąsiadka dostała swój wagon, ta pani, u której byłam w nocy, też. My zostałyśmy tylko spośród znajomych.

(…)

Gdy wróciłam, akurat przyjechały wagony. Poszłam się bliżej popatrzyć, no i absolutnie nie chciałam wierzyć, że one są dla nas. No ale Bozia dała, że tak było. Zaczęłyśmy się ładować, ale było trudno, gdyż wszystko było bardzo ciężkie. Ruch był szalony na stacji. Jeździły auta, fury, wózki i chodzili tragarze.
Tank zaczepił o nasze rzeczy i byłyśmy w strachu. Sąsiadce trochę rzeczy zniszczył. Przy ładowaniu do wagonu był straszny ruch i ścisk. Jedna rodzina weszła nieprawnie. Miejsca zupełnie nic nie było. Do wieczora załadowałyśmy się wśród awantur, nie chcąc wpuścić dużo bagażu, ani nieproszonych gości. Jedną panią nie puścili do wagonu, bo nie było gdzie. Wszyscy staliśmy. Ja byłam wsparta o paki, siedząc na deszczułce wspartej na szyjce z butelki. Było szalenie ciasno.

(…)

Jeszcze trzy słowa: Krzysiu, pamiętaj, napisz… A do kogo mam napisać, jak nie do ciebie? Łzy mi ciekły jedna po drugiej i słowa wymówić nie mogłam. Koleżanka biegła jeszcze chwilę za pociągiem, potem znikła.

(30.XI.1945, „Pamiętnik cioci Krysi”)

 

 

 

 

dojazd:

ul. Przemysłowa (Promysłowa) 31-33, tramwaj n.6 (do końca), busik n.20.

 

źródła:

Jakub Lewicki „Między Tradycją a nowoczesnością”

http://warszawa.naszemiasto.pl/artykul/czep-sie-pan-tramwaja-zobaczcie-zdjecia-z-wystawy-na-placu,3388748,artgal,t,id,tm.html

http://www.e-znaczenia.pl/?p=786

http://dailylviv.com/?page=transportation&subpage=7

https://www.facebook.com/pamietnikciocikrysi/

 

Czy wiesz, że możesz komentować logując się za pomocą facebooka, google, twittera, disqus lub bez logowania? Wystarczy, że klikniesz ramkę Rozpocznij dyskusję> Nazwa> Wolę pisać jako gość. 

dodaj do notanika