2. część tekstu nadesłanego przez p. Olgierda Chojnackiego. Fotografie autora. 


 

Po południu autokar zawiózł nas pod bramę główną cmentarza łyczakowskiego. „Łyczaków” – ta nazwa dla Polaków wiąże się głównie z rozległą, starą nekropolią. Po spacerze między grobami Marii Konopnickiej, Artura Grottgera i wielu innych, bardziej lub mniej znanych mi rodaków, wszedłem przez dziurę w murze ceglanym na teren Cmentarza Orląt – słynną nekropolię wojenną. W niej spoczywają Polacy polegli w latach 1918 – 1920 w walkach z Ukraińcami, aby Lwów przez następne lata mógł szczycić się mianem „Semper Fidelis”. Zastałem wówczas to uświęcone miejsce bardzo zaniedbane. Tubylcy traktowali je jako wysypisko śmieci i teren bezpański wykorzystywany do miłosnych schadzek. Wiele kamiennych nagrobków było pokrytych rosyjskimi wyrazami. Ten wielce przygnębiający widok potęgowały wtórne płaskorzeźby „zdobiące” tył niektórych stojących płyt. Zapamiętałem jeden relief szczególnie uwłaczający Polakom. Przedstawiał mężczyznę, który chwycił za szyję naszego orła. Istniała jeszcze frontowa kolumnada. Na każdym z trzonów, u dołu, była wyryta nazwa  sponsora, który przyczynił się do powstania tego monumentalnego miejsca pamięci. Niestety, trzy miesiące po mojej wizycie we Lwowie dowiedziałem się z prasy polonijnej, że w sierpniu 1971 r. teren cmentarza został brutalnie potraktowały gąsienicami czołgów radzieckich. Zniszczono całkowicie dostojną kolumnadę i prawie wszystkie płyty nagrobne.

 

Kolejnego dnia wszyscy podjechaliśmy wynajętym autokarem pod wzgórze zwane Wysokim Zamkiem. Idąc na wierzchołek dominujący nad Starówką natknąłem się na pozostałości murów średniowiecznej rezydencji królewskiej. Cóż to była za frajda spojrzeć z góry przy pogodnym niebie na różnorakie dachy domów, wieże i tereny zielone od Zamarstynowa po Park Stryjski i od Łyczakowa po Przedmieście Janowskie.

Następnym dla nas przystankiem do zwiedzania był dawny pałac Władysława Łozińskiego przy улицe Стефaника 3 stojący naprzeciw budynku słynnego Ossolineum.

Budynek był siedzibą Lwowskiej Galerii Obrazów. Przed wejściem przywitał nas długoletni kustosz Ossolineum prof. Mieczysław Gębarowicz, który w magazynie muzealnym pokazał nam przede wszystkim płótna wybitnych malarzy polskich wiszące na ruchomych stelażach metalowych. Dzień wspólnych wojaży po mieście zakończyliśmy w willi eklektycznej usytuowanej na zboczu Cytadeli, przy улицe Драгоманова 42. Projekt budynku wykonał architekt Władysław Rausch na zlecenie geologa Emila Dunikowskiego, prof. Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie. W 1911 r. willę kupił miejscowy metropolita Andrzej Szeptycki, który przeznaczył ją na cele muzealne. W 1971 roku mieściło się w niej Lwowskie muzeum sztuki ukraińskiej. Na ścianach wisiały również starsze obrazy. Część portretów olejnych nie było przesłoniętych szybą. Natomiast na dolnej krawędzi niektórych obrazów tkwił pasek tektury. Ogarnięty ciekawością, nie zauważony przez salową, uniosłem szybko tę zasłonę do góry. Ujrzałem wówczas polski napis odnoszący się do sportretowanej osoby. Przy obrazie wisiała tabliczka po rosyjsku bez podania kogo przedstawia to dzieło malarskie. To był ewidentny przykład jak starano się zatuszować polską przeszłość tej części Kresów Wschodnich.

Poza dniem „muzealnym” i grupowym pobytem na Łyczakowie, w pozostałe dni, po śniadaniu nasi wycieczkowicze pryskali indywidualnie lub w małych grupkach na miasto. Zdyszani ale pełni wrażeń pojawiali się w hotelu dopiero na obiadokolację. Wymieniano wówczas między sobą, z wypiekami na twarzy, poglądy gdzie kto był i co udało lub nie udało się zobaczyć. Te długie rodaków rozmowy przy biesiadnych stołach były podszyte tak wielkimi emocjami, że obca była nam czujność na ewentualne donosy osób trzecich.

dodaj do notanika