• Add to favorites
  • Email
  • Print
  • PDF
  • Twitter
  • Google Plus
  • Wykop
  • Pinterest

Na pierwszy rzut oka przyjemny ogródek na Rynku, gdzie zmęczony turysta może się pokrzepić kawą lub piwem, a także przekąsić coś drobnego.

Koło Diany jest zawsze spory ruch, i tu czyha na nas pierwsza pułapka – jako że ilość kelnerów jest niewystarczająca, możemy się na obsługę przy naszym stoliku długo naczekać, tak samo jak i na nasze zamówienie. Kelner koło Diany zarabia ok. 8 hr/h, a na napiwki raczej nie ma co liczyć, więc nie dziwmy się, jeśli nie będzie zbyt miły ani zbyt doświadczony – płynność kadr jest tu spora.

O ile kawa nie odbiega tu jakością od lwowskiej średniej, to nie radzę Wam zamawiać tostów – nie grzeszą świeżością.

O opłacenie rachunku zostaniemy poproszeni od razu po otrzymaniu zamówienia.

Jeśli zawitacie do Diany większą grupą – może Was spotkać ciekawa niespodzianka – zakład dysponuje ograniczoną ilością kufli – nas było raz 20 i musieliśmy pić na zmianę.

Szczególnie wrażliwych na kwestie narodowe uprzedzam, że kawiarnia jest filią słynnej „Kryjówki” i przy każdym stoliku znajduje się dzwoneczek do przywoływania kelnera zawieszony na czerwono-czarnej, banderowskiej wstążecze.

Adres: narożnik Rynku w okolicach nr 10. Tylko w sezonie.

Ceny: średnie

dodaj do notanika