Nie wiem ile razy byłam w Krzemieńcu, ale zawsze mnie zachwyca. Jego piękno nie jest oczywiste i nie ukazuje się od razu – trzeba nieco poszukać, zejść z głównej ulicy, dać się ponieść temu miastu, a odkryje przed nami nie tylko niegdyś wielkie, a dziś zrujnowane zabytki, ale i urok swoich niepowtarzalnych zaułków. 

Dziś po kilku latach nieobecności znów byłam w Krzemieńcu i znów mam niedosyt. Dlatego wyciągnęłam stare zdjęcia (2008 r., ale niewiele się zmieniło), oglądam, wzdycham i dzielę się z Wami. 

 

 

dodaj do notanika