• Add to favorites
  • Email
  • Print
  • PDF
  • Twitter
  • Google Plus
  • Wykop
  • Pinterest

Pierwsza wiosenna zupa? Szczawiowa. Wariant lwowski wg Marii Disslowej. Mnie się spodobał, mężowi niezbyt. A Wam? Szczawiowa, jakiej nie znaliście:

zupa szczawiowa

jarzyny

1 cebula

spora garść szczawiu

4 dag masła

2 dag mąki

1/4 l. śmietany

2 jaja na twardo

1/16 l. kaszki jako dodatek

 

Gotować jarzyny. Oczyścić i opłukać szczaw, posiekać go drobno, włożyć do innego rondla z masłem i posiekaną cebulką, posolić i dusić pod pokrywą. Gdy jarzyny będa miękkie, przecedzić wywar do szczawiu,  zaprawić śmietaną rozbitą z mąką, dosolić, przetrzeć przez sito i zagrzać powtórnie.

Do wazy włożyć pokrajane połówki jaja i ugotowaną w 1/4 l. wody kaszkę, którą należy rozłożyć na talerzu, a gdy zastygnie, pokrajać w kostkę.

 

Zrobiłam prawie identycznie, z tym wyjątkiem, że użyłam suszonych warzyw i żal mi było je wyrzucać, więc zmiksowałam je razem z wywarem i resztą.

Tajemnicza „kaszka”, to jak przypuszczam, kasza manna. Nieznany mi wcześniej dodatek do zupy będzie teraz stałym punktem w mojej kuchni. Lubię gęste, zawiesiste zupy, po których nie chce się już jeść nic więcej. Może dlatego, że po zrobieniu zupy czasem nie chce mi się robić nic więcej ;)

 

 

dodaj do notanika