Dawno nie gotowałam nic ze starych przepisów kuchni galicyjskiej, a dawno już miałam ochotę spróbować, co kryje się pod nazwą „zupa ułańska”. Musi to być coś wspaniałego, tak jak wspaniali byli ułani w II Rzeczpospolitej! Zupa okazała się bardzo treściwa, o wyraźnym męskim mięsnym smaku, przełamanym szczyptą czerwonej papryki (no, dobra, dałam troche więcej, niż szczypta). Rozgrzewająca (zagrzewająca do walki?), doskonała na zimowe i jesienne obiady, kiedy za oknem ziąb, jak dziś.

Proszę Państwa, tadadam: zupa ułańska wg Marii Disslowej.

Przepis

20 dag wędzonki, 6 dag słoniny, 2 cebule, 2 ząbki czosnku, szczypta papryki, 2 dag mąki, 1/8 l. fasoli, 6 dag grubego makaronu, 1/4 l. śmietany, 1 l. rosołu, 2 parówki

Na pokrajaną i stopioną słoninę wrzucić posiekaną cebulę i dusić, aż zmięknie, dodać mąkę, roztarty czosnek, paprykę, podsmażyć, rozprowadzić rosołem i gotować 1/2 godz. Przetrzeć przez sito i wlać resztę rosołu, włożyć do zupy ugotowaną fasolę i na gotującą wrzucić grubo pokrajany makaron domowy, gotować 10 min. Ugotowaną wędzonkę i parówki pokrajać w cząstki, wrzucić do zupy, wlać śmietanę i natychmiast podawać.

Oczywiście, jak się domyślacie, nie było żadnego przecierania przez sito, tylko bżżż, bżżżż – blender; fasolkę dałam gotową z puszki, makaron ze sklepu (miałam tylko cienki, rzeczywiście, gruby byłby lepszy), a zamiast rosołu użyłam wywaru warzywnego, więc trochę zepsułam oryginalny zamysł, ale chyba nie za bardzo, bo za sprawą męża prawie cały garnek znikł pierwszego dnia ;)

A na deser:

anegdotka o pierwszym ułanie Rzeczpospolitej

Pewnego razu suczka państwa Długoszowskich odczuła potrzebę bliższego spotkania z odpowiadającym jej urodzeniu pieskiem. Generał znalazł odpowiedniego psa, włożył galowy mundur, zarzucił pelerynę, wziął suczkę pod pachę i pojechał pod ustalony adres. Drzwi otworzyła dystyngowana pani. Stwierdziła, że taka usługa kosztuje dwieście złotych. „Dwieście złotych?” – zapytał zdziwiony Wieniawa. „Tak, mój piesek jest w doskonałej formie, ponadto jest olimpijczykiem, ma dużo odznaczeń, medali i orderów” – wyjaśniła kobieta. Wieniawa uniósł prawą brew, wyprężył się, odsłonił pelerynę, z lewej strony pokazując swoje ordery. Przejechał po nich otwartą dłonią, demonstrując je od Virtuti po Legię Honorową, i stwierdził: „Proszę Pani, grosza bym od Pani nie wziął!”

(P. Lisiewicz, Tornister szwoleżera, „Niezależna Gazeta Polska” 2007, nr 2, s. 26.)

 

 

dodaj do notanika