Coraz mniej magii świąt, zwłaszcza tych drugich, które są nieswoje, adoptowane i mniej ukochane. Coraz mniej rzeczy zadziwia i fascynuje, a coraz więcej nuży i denerwuje. Może taka już kolej rzeczy? 

Na katolickie święta zbieramy się u nas, zapraszamy rodzinę męża, kupujemy im prezenty pod choinkę. Od już kilku lat nie przychodzą wszyscy, bo są ze sobą pokłóceni i nie mogą siedzieć przy jednym stole. Na święta prawosławne jeździmy do nich. Kiedyś na wieś, do babci mojego męża, z nocowaniem pod pierzynami ciężkimi jak kamienie, potem już bez nocowania, a teraz w ogóle nie jeździmy na wieś, babcia przyjeżdża do Lwowa (niechętnie i z obrażaniem, ale przyjeżdża).

Była kutia, postny barszcz z uszkami, pierogi z ziemniakami i z kapustą, sos grzybowy, śledź i ryba smażona, koszyczki z kawiorem, sałatka warzywna, kompot z suszu. Były też pączki – nieodłączny element ukraińskiej Wigilii.

Nowością był diduch – ozdobnie związany snopek zboża, tradycja starsza niż bożonarodzeniowa choinka. Niegdyś przez nią wyparty, teraz wrócił do łask. Co prawda, choinka też pozostała.

Ważnym elementem wieczoru jest zawsze śpiewanie kolęd. Mam wrażenie, że we wszystkich ukraińskich rodzinach tak jest – nie ma Wigilii bez wspólnego kolędowania. dzieci się rozkręciły i chętnie śpiewały, okazało się też, że najlepiej z nas wszytskich kolędę „Do szopy, jek pasterze” zna… dziadek, który nie lubi Polaków. Wziął sobie jej tekst od nas w katolickie święta i był przygotowany ;)

Tradycyjne zwyczaje przechodzą ewolucję – nadaje się im nowe znaczenia, a stare zostają wyparte i zapomniane. Kiedy jeździłam na święta Bożego Narodzenia w ukraińskie Karpaty, tam jeszcze pamiętano, że po Wigilii nie sprząta sie ze stołu, bo w nocy przychodzą duchy przodków, żeby się posilić. Ślad dawnych, jeszcze pogańskich wierzeń, które zostały wyparte przez chrześcijaństwo. Mak, który w mitologii greeckiej był atrybutem boga snu, Hypnosa i boga śmierci – Tanatosa, przez Słowian był także wykorzystywany w obrzędach pogrzebowych, wierzono, że chroni przed złymi duchami. Podobnie miód, uważany za pokarm dla zmarłych dusz. Nie bez powodu kutię jadano nie tylko na Wigilię, ale także na Dziady i stypy. Teraz się tłumaczy, że „miód symbolizuje zdrowie”, a mak obfitość… Coraz mniej magii :(

 

dodaj do notanika