W pierwszej części pokazałam Wam kilka mieszkań, które „zwiedziłam” szukając mieszkania dla nas. Dziś kolejne oferty, które ostatecznie nie przypadły nam do gustu, ale samo ich oglądanie było dość ciekawym i pouczającym procesem. Zapraszam za drzwi lwowskich mieszkań. 


6. Polski luks

Budynek z okresu międzywojennego, w niedaleko pl. Akademickiego. We Lwowie mówią na takie „polski luks”. Są to jedne z najbardziej cenionych nieruchomości na rynku, ze względu na trwałość i dobre rozplanowanie. To mieszkanie miało na przykład duże, jasne pokoje, jasną kuchnię, przestronny korytarz, a nawet łazienkę i toaletę wyposażone w okna. 

Zachowały się trójskrzydłowe drzwi między pokojami, stare okna z oryginalnymi klamkami w stylu art-deco, stara wanna na charakterystycznych nóżkach.

Z balkonu rozciągał się malowmiczy widok, drugi balkon- kuchenny – wychodził na wewnętrzne podwórko. 

Nie pamiętam już, co zadecydowało o odrzuceniu tej propozycji, chyba mieszkanie było dla nas trochę za drogie i problemy z parkowaniem. 

 

7. Polski luks 2

Kolejne mieszkanie znajdowało się w tej samej okolicy, też pochodziło z okresu międzywojennego i też było zbyt drogie. Tutaj, w przeciwieństwie do poprzedniego zachowały się piece. Każdy jest w innym stylu – jeden klasycyzujący (białe piece uważano za najbardziej wytworne), drugi prawie bez dekoracji, jeśli nie liczyć wieńczącej go „korony”. Mnie najbardziej do gustu przypadł ten w trójkąty – trójkąt był szczególnie często wykorzystywany w stylistyce art deco. 

Oprócz moich zdjęć dodaję kilka z ogłoszenia. 

 

8. Secesja na Kastelówce

Romantyczna, willowa dzielnica i mała secesyjna kamieniczka. Na podwórku wiekowa magnolia, w środku piec w nenufary i klamki okienne sygnowane przez znaną lwowską firmę Jana Daschka zajmującą się kowalstwem artystycznym. Sam Daschek mieszkał zresztą nieopodal. Niestety budynek niepokojąco pękał (już wiem, że jak pęka przez okno, to zły znak), z tyłu rosła jakaś dzika dobudowa, a czary goryczy dopełniał fakt, że mieszkanie sprzedawano bez jednego pokoju… bo ten sprzedali już oddzielnie. Dziwne? Nie we Lwowie. 

 

9. Willa na Zofiówce

Kolejna romantyczna miejscówka – piętro w willi na Zofiówce, w dawnej dolinie Pełtwi. Niedaleko mieszkał Sichulski. Nad tą ofertą zastanawialiśmy się naprawdę poważnie, mimo jej stanu (tu też pękała ściana). Popatrzcie tylko – ten kuty balkonik z inicjałami właściciela… ta zieleń wokół, park za plecami, do którego wejście prowadziłoby z naszego własnego ogródka! Do tego wielki taras, ogromny, jasny salon i łazienka z oryginalną płytką na podłodze. Właścicielem był jakiś zagraniczny biznesmen, który dostał nieruchmość w ramach rozliczeń za jakieś długi i bardzo chciał się jej pozbyć. Cena topniała niemalże z tygodnia na tydzień. Jak to jednak bywa, były i pewne mankamenty: oprócz rysy na ścianie – sąsiadka z góry, która dziwnym trafem, zawsze, kiedy przychodziliśmy oglądać mieszkanie (a byliśmy kilka razy) wychodziła na spacer z dorodnym dobermanem i „przy okazji” zagajała, w jakim to fatalnym stanie jest ten budynek, ze tam prawie okno wypada, a tam z rury cieknie, fundamenty mokną, schody gniją, itp., co nie przeszkadzało jej samej negocjować ceny na wspomniane mieszkanie ;)

Ostatecznie zrezygnowaliśmy, kiedy okazało się, że obok (dosłownie 30 m od okien) ma powstać nowy, wysoki budynek. Niedawno przejeżdżaliśmy tamtędy i widać było, że trwa remont – sąsiadka z dobermanem doczekała się w końcu swojej ceny? 

 

10. Pod Mickiewiczem

I jeszcze jedno mieszkanie na dziś, pod dumnie brzmiącym adresem – plac Mickiewicza. Niestety widoku na pomnik Mickiewicza nie było, a jedynie na rower sąsiada, ale w klatce schodowej zachowały się piękne, secesyjne płytki, a w mieszkaniu takiż piec. Oprócz wysokiej ceny (właściciel myślał chyba, że kupi to od niego za ogromne pieniądze jakaś ambasada, tylko dlatego, że jest w centrum, nie ważne że na ostatnim piętrze ostatnich schodów) – był pewien szkopuł. Otóż wystawione na sprzedaż mieszkanie było tak naprawdę – dwoma mieszkaniami. Jeden pokój miał innego właściciela, a kuchnia, łazienka i (uwaga) 20 m2 korytarza były wspólne. Właścicielka tego pokoju nie pojawiała się od jakiegoś czasu, więc sąsiad stwierdził, że może sprzedać całość. Razem z lokatorami. 

 

Na dziś już chyba dość oglądania mieszkań. Następnym razem pokażę Wam jeszcze dwa, w tym jedno, które już byśmy kupili, gdyby nie… ale to w następnym odcinku. 

 

* Czy wiesz, że możesz komentować logując się za pomocą facebooka, google, twittera, disqus lub bez logowania? Wystarczy, że klikniesz ramkę Rozpocznij dyskusję> Nazwa> Wolę pisać jako gość. 

dodaj do notanika