Rodzina kolejarza

Antonina Mańkowska mieszkała z dwójką dzieci przy ul. Świętokrzyskiej 32 (dziś Bortniańskiego), w dzielnicy kolejowej. Od miesiąca była wdową. Jej mąż był kolejarzem, miał dwóch synów z poprzedniego małżeństwa (żona zmarła) – starszego Wacława, szofera w VI dywizjonie samochodowym, i młodszego Bolesława, który był obłożnie chory i od dłuższego czasu leczył się w szpitalu. Z drugiego małżeństwa urodziła się jeszcze dwójka – Stasia miała 12 lat, jej brat Miecio – 9, kiedy zmarł ojciec.

Rodzinie kolejarskiej powodziło się dobrze. Sama Antonina była osobą obrotną, nie liczyła wyłacznie na pensję męża. Posiadała dom na Bogdanówce (również okolice dworca), który sprzedała po śmierci męża i kupiła połowę kamienicy na Świętokrzyskiej.

Trup w pralni

Wieczorem, 24 stycznia 1934 r. dzieci wróciły wieczorem od sąsiadów i zastały drzwi do mieszkania zamknięte. Nie przeczuwając nic złego, a przypuszczając, że mama zasiedziała się u przyjaciółki, przenocowały u krewnych. Kiedy jednak następnego dnia po powrocie ze szkoły drzwi nadal były zamknięte, zaalarmowały sąsiadów, a ci wezwali policję.

Po otwarciu mieszkania ukazał się makabryczny widok: Mańkowska leżała w kałuży krwi, jej twarz była doszczętnie zmasakrowana. Obok zminych już zwłok leżała siekiera, a także

zakrwawione skórzane rękawiczki

Od początku podejrzewano, że jest to mord na tle rabunkowym. Nie znaleziono jednak żadnych śladów włamania, co naprowadziło policję na trop, że morderca był znajomym, a może nawet krewnym ofiary. Szybko wyszło na jaw, że pasierb zamordowanej, Wacław Mańkowski kilka dni temu opuścił koszary i od tej pory nikt go nie widział. Mańkowski miał złą reputację jako hulaka, często też dochodziło między nim a macochą do awantur na tle finasowym. Koledzy z dywizjonu rozpoznali jego rękawiczki.

zabił i poszedł do prostytutki

Policja ustaliła, że Mańkowski zadał macosze kilka ciosów od tyłu ciężkim narzędziem. Z mieszkania zamordowanej wyniósł książeczkę PKO, na której było 1000 zł (pokaźna na te czasy suma, za połowę kamienicy Mańkowska zapłaciła 9 tys.). Za część pieniędzy morderca kupił sobie ubrania, resztę przepił i przehulał, po czym udał się do „dziewczyny rejestrowanej” na pl. Strzelecki, gdzie zastała go policja.

mankowski-gaz lw 46/1934, 18 lutego

Gazeta Lwowska 46/1934

 

źródła

Gazeta Lwowska 1934/24 i nast.

 

dodaj do notanika