Mojego męża babcia mieszka na wsi pod Kamionką. Mimo, że ma już ponad 70 lat i jest sama, trzyma kury, krowę, a czasem też i prosiaka. No i oczywiście psa i kota. Na kawałku pola uprawia (z naszą pomocą) zboże, ziemniaki, buraki, marchew, ogórki, cebulę, czosnek, kabaczki, mak i pewnie jeszcze trochę innych rzeczy.

Ostatnio największy problem sprawia krowa. Trzeba do niej wstawać rano do dojenia, nosić wodę do picia, wyczekiwać aż przyjdzie z pastwiska, bo potrafi pojść na drugi koniec wsi z innymi krowami, zamiast do własnej zagrody. Ale najgorsze jest to, że trzeba paść. Co prawda tylko raz na trzy tygodnie, bo tak wypada kolejka – wszystkie krowy ze wsi pasą się razem.
Babcia paść nie chce, teść, który dotąd robił za pastucha też nie, bo babcia sie z nim pokłóciła (poszło o picie, jak zwykle).
Babcia posunęła się do tego, że zaproponowała mojemu mężowi, że zapłaci mu za pasienie krów (!).
Mąż na to wysunął propozycję, żeby babcia krowę sprzedała, a mleko kupowała we wsi.
Jednak babcia nie chce, uważa że to nie honor.

dodaj do notanika