• Add to favorites
  • Email
  • Print
  • PDF
  • Twitter
  • Google Plus
  • Wykop
  • Pinterest

Ja i moje prawosławne dzieci chodzimy w niedzielę na msze do kościoła św. Antoniego (kto chciałby wiedzieć, dlaczego tak jest, musi pogrzebać w starych wpisach tego bloga).

Msza o 11.00 jest odprawiana specjalnie dla dzieci – w czasie kazania jest pogadanka przystosowana poziomem do wieku wczesnoszkolnego, jest wesoło. Wczoraj przed wyjściem do kościoła przeczytaliśmy w domu czytania, więc Roman brylował – znał odpowiedzi na wszystkie pytania (- Co anioł powiedział we śnie Józefowi? – Żeby się nie przejmował, wszystko będzie dobrze, bo to jest święte dziecko). Dzieci w kościele zazwyczaj nie słuchają czytań, albo ich zupełnie nie rozumieją i na wszystkie zadawane pytania odpowiadają schematycznie – Jezus, Duch Święty, Maryja, zbawił grzechy, umarł na krzyżu, mamy go kochać i to w 50% przypadków działa. Ale czasem są trudniejsze pytania: wczoraj pytali, czy na świecie coś się zmieniło przez Boże Narodzenie. Wszyscy krzyczą: Taaak! (mój najgłośniej). Ksiądz podszedł do niego z mikrofonem: – A co się zmieniło? – Ja nie wiem, co. – odparł rozbrajająco.

 

Wychodząc z kościoła spotkaliśmy znajomą, starszą Polkę, która mieszka na drugim końcu miasta. Nie zdążyłam spytać, czemu jeździ do nas na msze dla dzieci, kiedy sama powiedziała:

– Lubię te msze, człowiek tylu rzeczy się dowie. Nam nic nie tłumaczyli, Związek Radziecki był, rozumiesz. Religii nie było, dobrze, że do kościoła można było pójść. Nic nam nie tłumaczyli…

 

* Czy wiesz, że możesz komentować logując się za pomocą facebooka, google, twittera, disqus lub bez logowania? Wystarczy, że klikniesz ramkę Rozpocznij dyskusję> Nazwa> Wolę pisać jako gość. 

 

dodaj do notanika