Chytry ród węży srogą lichwą ubogich ciemięży…

Idea banków pobożnych była odpowiedzią na lichwę i procenty od kredytów, które sięgały 80%. Kościół katolicki był przeciwny zarabianu na kredytach i każdy, nawet najmniejszy procent uważał za lichwę. Banki pobożne, zakładane przez zakonników, zwłaszcza franciszkanów, nie pobierały początkowo żadnych opłat, jednak wkrótce okazało się, że niewielki procent jest niezbędny do utrzymania prz życiu tych instytucji. W łonie kościoła pojawiło się więc wielu ich przeciwników (m. in. dominikanie), ale sobór laterański ostatecznie zezwolił na pobieranie niewielkich opłat na utrzymanie banku.

Pierwszy tego typu bank powstał w 1584 r. w Krakowie, z inicjatywy Piotra Skargi, kolejne m. in. w Zamościu (1601).  We Lwowie już od połowy XVI w. istniała kasa pożyczkowa przy bractwie prawosławnym cerkwi uspienskiej działająca na podobnych zasadach (udzielała bezprocentowych kredytów). Katolicy o podobnej kasie zaczęli myśleć w 1599 r., kiedy Paweł Kampian zapisał w testamencie kwotę 1000 zł na bezprocentowe (do roku czasu) pożyczki dla mieszczan. Pieniądze miały być przechowywane w kaplicy grobowej Kampianów. Mimo, iż kwota ta była sukcesywnie pomnażana, wskutek różnych niepomyślnych wydarzeń bank powstał dopiero w 1665 r., z kapitałem początkowym 7000 zł.

Ormianom najlepiej wyszło przeniesienie idei na grunt lwowski. Czasy przyszły niepewne – wojny, najazdy, kontrybucje, zubożenie biednych i bogacenie się bogatych, upadek mieszczanstwa i handlu, a to głównie w ich rękach koncentrował się handel, mieli więc najwięcej do stracenia. Dlatego też kiedy bank przy katedrze łacińskiej ledwo wegetował, przy katedrze ormiańskiej działały prężnie aż cztery banki pobożne, prowadzone przez cztery bractwa religijne.

Banki pożyczały pod zastaw srebra lub złota dając połowę wartości zastawianego przedmiotu. Co roku miała być opłacana prowizja od zastawu – jeśli po trzykrotnym wezwaniu nie została uiszczona, bractwo mogło sprzedać zastawiony przedmiot zatrzymując sobie kwotę kredytu i prowizji, a resztę zwracając kredytobiorcy. Z dostępnych dokumentów wiadomo, że pożyczka była oprocentowana 8% rocznych (w końcu XVIII w. procent ten obniżono nawet do 5). Liczba udzielanych kredytów nie była początkowo duża – średnio 25 w ciagu roku, nie było więc potrzeby stałego urzędowania w ustalonym miejscu – zainteresowany pożyczką zgłaszał taka potrzebę jednemu z członków bractwa, a ten, po porozumieniu z reszta ustalał czas spotkania. Żaden z braci nie mógl samodzielnie udzielić kredytu, choćby z tego względu, że skrzynka z pieniędzmi i klucz do niej znajdowały się zawsze u różnych osób. Ilość kredytobiorców wzrosła znacznie pod koniec XVIII w., kiedy upadek gospodarki był znaczny, a bale i zabawy coraz częstsze i huczniejsze.

Zastrzegano, aby pożyczka zosyala spłacona w tej walucie, w jakiej została zaciągnięta, czy to w złotych polskich, czy czerwonych, czy dukatach, talarach lub monecie obcej, zdarzało się jednak, że przyjmowano jako prowizję beczki wina i kamienie wosku.

Pieniądze na kredyty pozyskiwano z fundacji – na początek własnych, członków bractwa, później różnych osób, które ofiarowywały pieniądze, kosztowności lub nieruchomość, procenty przeznaczając na nabożeństwa za ich duszę. Sumy składane na ręce bractw nie były duże, ale był to zwyczaj powszechny. Dla przykładu, bractwo św. Grzegorza w l. 1666-1783 zebrało sumę 100 tys. zł. Ze swoich dochodów bractwo opłacało kapelana, rzeczoznawcę (jubilera), sługę oraz wydatki kościelne: wosk, wino, kadzidło. Wypłacano także procenty od zdeponowanych w banku sum, wspomagano biednych, chorych i sieroty. Członkowie bractwa za swoją pracę nie pobierali opłaty.

Każde z bractw zastrzegało w statucie, iż pożyczki mogą być udzielane tylko członkom tegoż bractwa. Wkrótce jednak jego klientami stali się głównie Ci, przeciwko którym działalność banku była wymierzona. Dopuścili do tego sami bracia, zastawiając w swoim imieniu kosztowności znajomych Żydów, i, prawdopodobnie, pobierając dodatkowy procent za te „uprzejmość”. Wiemy, że taki proceder uprawiano w l. 30-40 XVIII w., później coraz cześciej pojawiają się w rejestrach nazwiska żydowskie. Nie spotyka się za to wcale nazwisk polskich (poza szlachtą), niemieckich czy ruskich. Co ciekawe, z usług banku ormiańskiego korzystał także arcybiskup łaciński, Sierakowski, abo opłacić robotników remontujących katedrę, zastawu swojego zresztą nie wykupił i został on zlicytowany.

Zastawy („fanty”) były przechowywane w skrzyni brackiej w zakrystii lub w skarbcu katedralnym. Z braku miejsca musieli czasem bracia brać zastaw do swojego domu, a w wyjątkowych przypadkach, kiedy kredytobiorca był osobą wyjątkowo godną zaufania (jak np. arcybiskup) – zastaw zostawał u niego, jedynie opieczętowany przez bractwo. Zastawiano głównie klejnoty, choć nierzadko także i szable, pałasze, rzędy czy kulbaki, ale z ksiąg bractwa dowiadujemy się, że przyjmowano w zastaw również tkaniny, pończohy męskie, krowę, a nawet zdarzył się przypadek, ze bank wypłacił kredyt pod zastaw dwóch armat, które przechowywano potem w zakrystii. Termin wykupu zastawu nie był określony i tylko drogą sądową można było zmusić dłużnika do jego wykupu, lub uzyskać zgodę na jego licytację, co pociągało za sobą spore koszty.

W 1788 r., przy pomocy władz austriackich cztery banki prowadzone przez bractwa połączono w jeden wspólny bank, który otrzymał nowe pomieszczenie („stoi już gotowa obszerna ubikacja dla ich [zastawów] przechowywania w nowym domu koło kościoła„). Instytucja otrzymała przywilejem cesarskim status publicznej, co uprawniało do pobierania prowizji 10%, a nie jak dotąd 5%, choć zwyczjowo i tak nie przekraczano sumy 8%. Odtąd połączone banki udzielały kredytów pod jedną nazwą: Mons Pius („Góra miłosierdzia”). Bank musiał od tej pory także płacić podatki od swoich przychodów. Kilka lat później, w 1792 r. zjednoczono z Mons Pius wszystkie inne ormiańskie banki pobożne w Galicji – w Brzeżanach, Horodence, Łyścu, Śniatyniu, Stanisławowie, Tyśmienicy. Dla uniknięcia nieporozumień statut nowego banku zastrzegał, że udziela się kredytów pod zastaw nieruchomości i ruchomości, za wyjątkiem jednak przedmiotów:

– Które niebezpieczeństwu zepsucia podlegają, iako to:
Futra, i inne kuśnierskie Towary etc.;
– Których schowanie przytrudne iest i które wiele mieysca
potrzebują, iako to: Pościel, Zwierciadła, Skrzynie, Obrazy,
Xięgi i t. p. ;
– Wszystko cokolwiek oczywiście do służby Woyskowey
należy;

Po roku kredytobiorca zobowiązany był zapłacić procent i wykupić przedmiot, lub przedłużyć kredyt.  Jeśli nie zrobił tego w ciągu 6 tygodni, zastaw był sprzedawany na licytacji. Nadwyżka pieniędzy z licytacji, po potrąceniu należności banku, zwracana była właścicielowi licytowanego przedmiotu. Ze swojej strony bank gwarantował swoim klientom dyskrecję:

Fanty tak maią bydź przechowywane żeby stronom które do Urzędu przychodzą w oczy nie wpadały, żeby zastawnik zapewniony był, że go Fant przed światem bydź Dłużnikiem nieobiawia.

Od tego momentu bank miał także stałe godziny urzędowania:

Zastawniczy Urząd w każdy Poniedziałek, Środę i Piątek, od 9tey z rana aż do 12tey a ieżeli się zatrudnienia pomnożą po południu od 3ciey do 6tey Godziny, wyiąwszy święta otwarty będzie.

Na czele instytucji stał prowizor, zatrudniano także taksatora, który nie tylko oceniał zastawy (w razie nieodpowiedniej oceny dopłacał niezbędna sumę z własnej kieszeni), ale także odpowiadał za „fanty” i ich przechowywanie.

dodaj do notanika