Właściwie dzisiejszy wpis powinien się nazywać „dlaczego nie oprowadzam po podziemiach Lwowa”, ale wiele osób szuka na ten temat informacji, więc pokażę Wam, co się kryje pod poziomem lwowskiego bruku. 

Podziemia Lwowa

Większość osób, słysząc o możliwości zwiedzania podziemi Lwowa, wyobraża sobie jakiś rodzaj podziemnej trasy, jak w Rzeszowie czy w Chełmie, albo podziemnego muzeum, jak w Krakowie. Rzeczywiście, we Lwowie mogłaby taka trasa powstać, kilka lat temu miasto nawet otrzymało grant na opracowanie dokumentacji… i na dokumentacji się skończyło. 

Lwowskie podziemia to osobne obiekty – podziemia i piwnice trzech kościołów, czasem biura do wycieczki dodają jeszcze Aptekę Muzeum, która część ekspozycji ma w piwnicy. Niestety podziemia te nie mają wiele do zaoferowania – nie ma tam zbyt wielu zabytków, a przewodnicy zmuszeni są opowiadać historie dotyczące obiektu znajdującego się powyżej. W dodatku nie zawsze prawdziwe. Czasem dodatkową atrakcją jest wychodzący gdzieś zza węgła „duch”. 

Podziemia kościoła jezuitów

Te podziemia odwiedziłam jako pierwsze, od razu po swoim przyjeździe na stałe do Lwowa, niedługo po ich udostępnieniu zwiedzającym. Do podziemi wchodzi się przez wejście umieszczone z tyłu kościoła jezuitów. Pierwsze pomieszczenia są jeszcze na poziomie gruntu, zachowały się tam nieliczne i mocno zniszczone fragmenty fresków. 

Poniżej można zwiedzić kilka ciasnych i słabo odczyszczonych krypt, fragmenty kamiennych i murów i ceglane sklepienia. Przewodnik twierdził, że poniżej poziomu podłogi dokopali się do murów z XIII w., co miało świadczyć o istnieniu na terenie kazimierzowskiego Lwowa starszej, ruskiej murowanej zabudowy. Jako, że nie są mi znane badania naukowe, które by tę tezę potwierdzały, trochę się zniechęciłam do dalszego słuchania. 

Następnie przewodnik pokazał ławę, na której znajdowała się „ekspozycja” artefaktów wykopanych w czasie oczyszczania piwnic. Składało się na nią kulka glinianych skorup, zamek do drzwi, na oko XIX-wieczny, kilka innych zardzewiałych elementów żelaznych, oraz fragment garnka, na którym, według przewodnika, widniały chińskie symbole (jeszcze przez niego nie rozszyfrowane). 

Jedyną rzeczą, godną uwagi, był XVIII-wieczny sarkofag, który mieścił niegdyś trumnę arcybiskupa Mikołaja Wyżyckiego, dziś uszkodzony – częściowo rozbity. 

Na koniec zza węgła wyszedł jegomość w habicie ze świecą w dłoni, wywołując kilka pisków wśród zwiedzających. 

Kilka lat temu byłam nawet na kursach, które przygotowywały do oprowadzania po tych podziemiach, ale materiały zawierały praktycznie wyłącznie historię zakonu i kościoła jezuitów. Nie zmieniła się także ekspozycja, wprowadzono za to dodatkową „atrakcję” – odlewanie figurek z czekolady. Uznałam, że szkoda czasu i pieniędzy i nigdy nie zaprowadziłam nikogo do tych podziemi. 

Niedługo potem kościół jezuitów, służący wcześniej jako magazyn książek, zwrócono wiernym, a organizacja dzierżawiąca podziemia popadła w konflikt z parafią, podobno za urządzanie w czasie wycieczek inscenizacji pokazujących jezuitów w nie najlepszym świetle, w związku z czym zrezygnowano z nich. 

Dziś w podziemiach można obejrzeć dodatkowo dwie makiety przedstawiające Lwów w XIII i XVIII w., które mieściły się wcześniej w kościele św. Jana Chrzciciela. 

 

Podziemia kościoła trynitarzy

Dawny kościół trynitarzy przy ul. Krakowskiej został odebrany zakonowi w czasie kasaty józefińskiej pod koniec XVIII w., po czym władze austriackie przekazały go Ukraińcom – obecnie służy jako kościół greckokatolicki p.w. Przemienienia Pańskiego. 

Podziemia odwiedziliśmy ze znajomymi w czasie lwowskiej nocy muzeów w 2017 r. Wejście kosztowało co łaska, ale i tyle nie było warte – w środku jest tylko jedna duża sala, w której była prezentowana wystawa stendów poświęcona Andrzejowi Szeptyckiemu (po ukraińsku). Do sali przylega kilka bocznych, ciemnych korytarzy, które kończą się ślepo po kilkunastu krokach. 

 

Podziemia klasztoru dominikanów

Te podziemia, również odwiedzone w czasie nocy muzeów, należą do Muzeum Historii Religii, przynajmniej ta placówka organizowała wycieczkę. Trzeba przyznać, że w porównaniu z opisanymi wcześniej miejscami podziemia są dużo większe i w środku jest zorganizowana ekspozycja. Co prawda składa się ona nie z zabytków historii, a z wykonanych z papieru i tkanin kukieł, a opowieść przewodnika z konieczności koncentrowała się na, ciekawej skądinąd, historii zakonu i klasztoru. 

Nie zabrakło pewnych zgrzytów – podziemia klasztorne prezentowano jako XIII-wieczne, romańskie mury, choć klasztor w tym miejscu powstał dopiero w połowie XIV w. Co prawda zapytana później przeze mnie przewodniczka o źródło tych rewelacji przyznała, że „to tylko jedna z hipotez”, ale nikt ze zwiedzających tego już nie usłyszał. 

„Hipoteza” ta pokrywa się z lansowaną przez niektórych współczesnych historyków ukraińskich (jakże śmiałą) tezą, że kościół i klasztor został wybudowany na miejscu ogromnej, murowanej rezydencji książąt ruskich, którzy władali tymi terenami do połowy XIV w., a nowa budowla miała zatrzeć ślady tego panowania. Kościół Bożego Ciała miał według tej teorii stanąć na fundamentach prawosławnej cerkwi św. Piotra i Pawła. Dzisiejsze podziemia miałyby natomiast być parterem książęcego pałacu. 

Wybaczcie za jakość zdjęć, ale w podziemiach było naprawdę bardzo ciemno. 

 

A jakie są Wasze doświadczenia z lwowskich podziemi? Byliście na takiej wycieczce, a może zwiedzaliście je sami? Uważacie, że są warte odwiedzin?

źródła

https://risu.org.ua/ua/relig_tourism/krayeznavstvo_digest/35908/

http://ratusha.lviv.ua/index.php?dn=news&to=art&id=114

https://ru.scribd.com/doc/…%B5%D1%82

 

 

 

dodaj do notanika