… jak załatwić coś na dziecko we Lwowie.

Zacznijmy od tego, że nie złożyłam w zeszłym roku PITu. Byłam na macierzyńskim i jakoś mi nie po drodze było. Niby nic takiego, ale jednak pani z Urzędu Skarbowego się dopatrzyła i wlepiła mi karę (51 hr! czyli ok. 22 zł). Nie było więc rady, trzeba było jechać i sprawy pozałatwiać.

Zabrałam ze sobą 4-miesięcznego Romanka i pojechaliśmy. Ludzie we Lwowie bardzo lubią dzieci i matki mogą się tu naprawdę czuć uprzywilejowane. Na co też liczyłam.

Najpierw bank. Miejsca do parkowania brak. Wjechałam więc odważnie za szlaban, zresztą żadnego zakazu nie było. Zanim jednak zgasiłam silnik, od razu wybiegł Pan Umundurowany, z informacją, że „nie wolno”. Ja mu na to maślanymi oczami, a gdzie bym mogła, niedaleko, bo z dzieckiem…? – Pani tylko do banku? – Tak, ja szybciutko. – No, dobrze… Podziękowałam ładnie,  a on już potem zamknął ten szlaban, żeby mu jeszcze jakaś matka-karmiąca nie wjechała ;)

Przy urzędzie był parking strzeżony. Pan zaproponował, że będzie strzegł też Romana, ale nie mogłam na to przystać – Roman był przecież jeszcze potrzebny.

W kiosku w kolejce wepchnęłam się (dwa razy) na sam przód, nie dość, że przepuścili, to jeszcze Romanka zagadywali ;) Poszłam wypełniać niezbędne druczki, pani, która za mną stała, zaproponowała, że potrzyma Romanka przez ten czas, bo ma wnuczkę w podobnym wieku, więc wzięła go na ręce, a Romankowi w to mi graj. Zaczęli sobie gugać do siebie, kiedy przyszła Pani-Z-Okienka i kazała mi przepuścić „panią z dzieckiem”.

Jak się okazało, że to jednak moje, to Pani Skarbowa się zrobiła miła i uśmiechnięta, pomogła mi wypełnić i nawet powiedziała, że coś tam za mnie uzupełni, żeby mogła szybciej iść.

A, i jeszcze za parking nie zapłaciłam. Pan Parkingowy powiedział, żebym sobie za te pieniądze kupiła lody ;)

dodaj do notanika