Piękna pogoda we Lwowie nie daje za wygraną, o czym mogli się przekonać ci, którzy tłumnie zjechali do miasta na ostatni weekend. 

Nasze dzieci pojechały do Polski na turniej piłkarski, a my wykorzystaliśmy piękne popołudnie na spotkanie z przyjaciółmi z Polski oraz na spacer po mniej uczęszczanej części Lwowa. Nasza trasa przebiegała ulicami Kuliszami, Bazarną i Dżerelną oraz przyległymi małymi uliczkami. Jest to obszar, który przed wojną był zamieszkiwany w większości przez ludność żydowską. Zabudowa jest zróżnicowana, od piętrowych kamieniczek z połowy XIX w. po okazałe secesyjne domy z początku XX w – zwłaszcza przy ul. Kulisza, dawniej Słonecznej, która była niegdyś ważną arterią komunikacyjną w tej części miasta. Jej nazwa pochodzi stąd, że jej przebieg niemal dokładnie pokrywa się z południkiem, a więc w południe jest całkowicie skąpana w słońcu. 

My jednak, zamiast oglądać zabytki, skupiliśmy się raczej na wnętrznościach miasta – wszędzie, gdzie się tylko dało, próbowaliśmy odgadywać kody strzegące dostępu do wnętrza kamienic i zaglądać do podwórek. A za bramami – miasto w całym swoim repertuarze: wylegujące się w słońcu koty, gołębie, posadzki z kolorowych płytek, składziki wszelkich rupieci i powiewające nad wszystkim kolorowe żagle prania. 

Za to właśnie lubię Lwów. Tu nie ma nudy. 

dodaj do notanika