Nowy punkt na mapie lwowskich kawiarni – Spiżarka.  Pomysł przywodzący na myśl Krakowski Kredens – już na wstępie witają nas półki z domowymi, jak zapewniają gospodarze, przetworami. Reszty można spróbować na miejscu – kawa, lody, herbaty, kakao, domowe ciasta. Ciężko powiedzieć, co jeszcze, bo zakład nie ma jeszcze menu – trzeba zdać się na propozycje kelnerek. A może brak menu jest zamierzony? Wchodząc bowiem do spiżarki mamy się poczuć, jakbyśmy wchodzili do przeciętnego lwowskiego mieszkania sprzed wieku, mamy poczuć się gośćmi. Pomaga w tym wystrój wnętrza lokalu (można nawet posiedzieć w kuchni), któremu brak jednak trochę przytulności. Ceny na średnim poziomie, za kawę latte, koktajl truskawkowy i kakao zapłaciłyśmy dziś 46 hr. Plus za miłą obsługę, oby tak dalej!

Przy kolejnej wizycie miałam ochotę na kieliszek wina. Spiżarka natomiast nie ma w swojej ofercie alkoholi. Ale przemiła kelnerka zamówiła je dla mnie w sąsiedniej pizzerii :) Jak w nigdyś w lwowskim antykwariacie prowadzonym przez Żyda, który zapytany o „Historię kościoła” odparł – nie mam, ale zaraz będę miał – po czym zakupił książkę dla swojego klienta obok, w antykwariacie prowadzonym przez chrześcijanina.