W ramach jubileuszu 100-lecia pierwszej ukraińskiej niepodległości we Lwowie odbywa się wiele wydarzeń upamiętniających, do obchodów włączyło się także Centrum Historii Miejskiej z cyklem wykładów historycznych o wydarzeniach 1918 r. 

We wtorek uczestniczyłam w jednym z tych wykładów, był to odczyt mojego ulubionego historyka ukraińskiego, Wasyla Rasewycza, noszący tytuł „Od przewrotu do czynu? Ze świata codziennej realności listopadowych dni w świat symbolizmu”. Głównym tematem była mitologizacja wydarzeń we Lwowie w listopadzie 1918 r. przez działaczy i historyków ukraińskich. 

Analiza porażki i nacjonaliści

Według historyka, mitologizacja zaczęła się już w latach międzywojennych, kiedy Ukraińcy, analizując porażkę przegranej wojny o niepodległość, potrzebowali nowej ideologii, która tym razem poprowadzi ich do zwycięstwa. Państwo Ukraińskie, które ogłosiło niepodległość we Lwowie w 1918 r., znane później jako ZURL (Zachodnio-Ukraińska Republika Ludowa) było stworzone przez prawników, legitymistów. Ludzi, którzy nie wyobrażali sobie działania poza prawem, prowadzili rozmowy z Wiedniem, na konferencjach międzynarodowych o uznanie swojej niepodległości. Wybuch walk we Lwowie nazywali przewrotem państwowym.

Kiedy ta strategia zaznała porażki, na arenę wyszła Ukraińska Organizacja Wojskowa, a potem Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów. Skupiała ona osoby, których sposób myślenia był radykalny, podobnie jak ich poglądy na ukraińską historię. Wykreślili oni z niej wszystko, co nie miało znamion czynu rewolucyjnego, buntu, zbrojnej walki, najchętniej ochotniczej i krwawej ofiary na ołtarzu ojczyzny. W niepamięć puszczono wszystkie osiągnięcia parlamentaryzmu z okresu autonomii, zdobycze demokracji, a także lewą stronę sceny politycznej, Ukraińską Centralną Radę, Dyrektoriat. Nowa ideologia, integralny nacjonalizm, czerpiąca pożywkę z rozczarowania porażką szybko zyskiwała zwolenników, tym bardziej, że dawała proste odpowiedzi na trudne pytania i chętnie wskazywała wrogów: to centryści, demokraci są winni przegranej; nie byli dość radykalni, okazali słabość wobec mniejszości (ZURL gwarantowała prawa m. in. Polakom w Galicji). Nie chcieli upatrywać klęski w tym, że społeczeństwo ukraińskie nie było przygotowane, że brakowało elit, burżuazji, fabrykantów, a chłop nie chciał umierać za idee narodowe. Teraz będzie inaczej – twierdzili nacjonaliści – grupa rycerzy oddanych idei poprowadzi naród do zwycięstwa, nie przebierając w środkach. 

Historyk podkreślił, że to właśnie tym środowiskom nie pasowało określenie „przewrót” woleli mówić o „powstaniu” czy o „czynie”, do którego jest zdolna tylko mała, elitarna grupa zbawców, do której siebie zaliczali. 

 

Narodowa demokracja

Tymczasem główną siłą polityczną Ukraińców w międzywojennej Polsce pozostawali narodowi demokraci, Ukraińskie Zjednoczenie Narodowo-Demokratyczne (UNDO) miało stale ponad 20 reprezentantów w sejmie. Ich polityka polegała na wymaganiu – legalnymi metodami – zachowania praw mniejszości ukraińskiej w Polsce i realizacji międzynarodowych zobowiązań Polski w tej kwestii, podjętych w 1923 r i nigdy nie wykonanych. Zamiast szybkiej akcji zbrojnej – długie i żmudne rozmowy, które, dodam już od siebie, w końcu się załamały, a polityka ugody zaznała fiaska, dzięki czemu dodatkowe punkty zyskali nacjonaliści. 

To właśnie ta partia w sierpniu 1939 r. ogłosiła deklarację lojalności wobec Polski w razie wybuchu wojny, a jej lider, Wasyl Mudryj, miał powiedzieć, że Polska uczyniła im wiele przykrości, ale w wojnie z Niemcami będą bronić tego kraju. Z tymi samymi Niemcami, z którymi jednocześnie współpracował OUN, wierząc, że nowa wojna przywróci „historyczną sprawiedliwość”. 

Obecna polityka historyczna

Dlaczego obecnie zupełnie nie słyszy się o tym, co wówczas było głównym nurtem polityki ukraińskiej w II RP, a tylko o tym, co było jej – nielegalnym – marginesem? Rasewycz odpowiada na to pytanie jednoznacznie – ponieważ obecna polityka państwa jest OUN-centryczna. Tym samym przyjmuje się ich punkt widzenia i na zbawczą rolę elitarnej grupy, która jako jedyna jest zdolna do czynu, a także ich optykę, ocenę i retorykę odnośnie wcześniejszych wydarzeń. Jednocześnie jest to polityka, która faworyzuje rolę zachodniej części kraju, odrzucając zasługi tych, którzy działali za Zbruczem – choćby Petlury, który „zhańbił się” sojuszem z Piłsudskim, obiecując mu kontrolę nad Wołyniem i Galicją. Wyrazem tej dwoistości spojrzenia na sprawy historyczne jest dziś stawianie dwóch pomników poświęconych wydarzeniom 1918 r. we Lwowie – jeden ufundowała władza miasta, drugi – obwodowa (Kijów). 

W trakcie pytań okazało się, że nie wszyscy słuchacze są zadowoleni z takiego postawienia sprawy i po pytaniu:  – A dlaczego nie gloryfikować tych, którzy są zdolni do czynu, ja bym na przykład nie poszedł strzelać do Piłsudskiego – wynikła dość gorąca dyskusja, która przeniosła się potem w kuluary. 

 

Zadałam sobie trud, żeby streścić Wam główne tezy tego wykładu po to, aby pokazać, że i Ukraińcy mają różny stosunek do swojej historii, ba, nawet są tacy, którzy krytykują OUN. Na pytanie z sali, jakich w takim razie bohaterów powinna czcić Ukraina, historyk odpowiedział: dla mnie bohaterem jest ten, kto w najbardziej niesprzyjających warunkach uratował największą ilość istnień ludzkich

 

Dla znających język ukraiński całe spotkanie można obejrzeć tu: 

 

Dziś kolejny wykład wygłosi Jagoda Wierzejska – warto przypomnieć jej poprzednie wystąpienie we Lwowie

dodaj do notanika

3
Dodaj komentarz

3 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
3 Comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Staszek

Ważny głos w dyskusji o stosunkach ukraińsko-polskich. Ciekawie jest poznać punkt widzenia drugiej strony

Ewa z Krakowa

Bardzo ciekawe i rzeczywiście mało znane w Polsce fakty historyczne.

Kacper

Po ukraińskiej stronie jest kilku historyków i politologów, którzy mówią „ludzkim głosem” – np. Rasewycz, Pavliv, Himka. Niestety są zagłuszani przez politruków w rodzaju Wiatrowycza i ich wpływ na opinię publiczną jest mizerny.