• Add to favorites
  • Email
  • Print
  • PDF
  • Twitter
  • Google Plus
  • Wykop
  • Pinterest

Wyjechaliśmyy o 9.oo trasą stryjską. Rzeczywiście, zaraz za obwodnicą zaczyna się równa nawierzchnia (na początku jeszcze gdzie niegdzie remonty), więc jedzie się przyjemnie – czasem nawet dwupasmówką!

Po drodze kilka ciekawych rzeczy do zobaczenia – Nawaria, Hodowica – kościoły wg. projektu Meretyna (trzeba zboczyć z trasy, na co nie mieliśmy czasu), Pustomyty, w Drohowyżu był zakład „dla sierót” fundacji Stanisława Skarbka – ogromny, na kilkaset osób, a wykończony w 1843, więc rok zaledwie po tym jak Lwowu podarował Skarbek teatr. Z drogi nic nie widać, czy stoi jeszcze.
Za Mikołajowem znów można zboczyć – na Rozdół (pałac Lanckorońskich) – który szczególnie chciałam zobaczyć ze względu na niedawną lekturę „Wspomnień wojennych Karoliny Lanckorońskiej”, ale i na to czasu nie było.

Pierwszym celem naszej podróży jest Stryj. Wjazd od Lwowa nie najprzyjemniejszy, bo mnóstwo tego, czego nie lubię – „radzieckich tynków”. W centrum przyjemniej – mija się „potrójny pomnik” (Szewczenki, Franko, Ukrainka), i można skręcić na rynek. Na rynku radziecki sołdat z dzieckiem na ręku.

Rewelacje są dwie: kościół neogotycki, ze starszymi elementami (z boku piękny portal renesansowy). Drugą rewelacją jest synagoga. Wielka, zrujnowana (bez sklepienia), niegdyś zapewne piękna. Orłowicz podaje, ze w Stryju mieszkało 12 tys. Żydów, nic dziwnego, że była wielka. Podobno w czasach radzieckich chcieli przerobić ją na basen (to Tokarski podaje).

Po drodze trafiamy na jeszcze jedną ciekawostkę: dok ozdobiony przez miejscowego „artystę”: płaskorzeźby-portrety sławnych Ukraińców (w tym Iwasiuka i Biłozira), sztuczne golabki na gzymsach, dwa aniołki (głowy lalek). Obok informacja, że owe dzieła są objęte opieką ministerstwa kultury.

Drohobycz. Wrażenie zupełnie odmienne – przyjemne, zadbane, ładne miasto. Zupełnie inna skala architektury. W Stryju rynek zatloczony (obok bazar), drzewa zasłaniają kamienice. W Drohobyczu rynek wielki, zadbany, z majestatycznym ratuszem.
Przepiękny kościół (najstarszy gotyk w okolicach Lwowa, wg legendy fundowany przez Kazimierza Wielkiego). Z zewnątrz surowy, wewnątrz freski barokowe zupełnie zmieniły charakter wnętrza, ale ładnie z gotykiem harmonizują.
Stróż krzyczy, że nie wolno robić zdjęć, ale ksiądz pozwala. Oprócz rzeźb i obrazów – z troski żeby nie skradziono. W kościele nad obrazami pracują konserwatorzy, przed kościołem wkrótce stanie pomnik Jana Pawła II.

W Drohobyczu mieszka 2 tys. Polaków. Można nocować u polskich rodzin.

Nieopodal kościoła (ul. Drohobycza) niewielki dom, w którym mieszkał „mistrz słowa polskiego” Bruno Schulz. Tablica pamiątkowa po ukraińsku, polsku i chyba jidysz (lub hebrajsku).
No i synagoga – znajduje się w dzielnicy żydowskiej (Łan) i jest ogromna. Przeogromna. Oczywiście zniszczona. Ale trwa remont. Pytam robotików, co tu będzie. – Cerkiew. – Jaka cerkiew? Grekokatolicka? – Żydowska cerkiew.

Z innych zabytków widzieliśmy cerkiew gr-kat. – w dawnym kościele karmelitów bodajże – najwyrażniej zabrany po kasacie, bo wnętrze starannie dopracowane, ale w zupełnym kontraście do barokowej jasnej fasady – mroczne i brunatno-żółto-złociste.

Na koniec zostały dwie cerkiewki – św. Jerzego (podobno XV-w, przebudowana w XVII w.) i druga, zaraz za nią, wezwania nie pamiętam. Do Jury wejście płatne (obiekt muzelany) – po 5 hr, za każde zdjęcie też 5 hr. Akurat jak przyjeżdżamy to pani bileterki-kustoszki nie ma, trzeba zaczekać. Za chwilę też podjeżdża wycieczka Niemców.

Przychodzi pani i otwiera cerkiew. Rzeczywiście, zachwycająca. Niemcy fotografują ze wszystkich stron (bezkarnie – my płacilismy, bo mieliśmy statyw, a to już „sami rozumiecie zupełnie co innego”).
W cenniku oprócz biletów wstępu, oprowadzania, przygotowania odczytów i materiałów naukowych figuruje też pozycja „wynajęcie obiektu dla obrzędu ślubu” – cena 150 hr. Niedrogo, nie? Kilka razy w roku odbywają sie też nabożeństwa (na św. Jerzego – 6 maja, w Wielkanoc i na św. Trójcy chyba). Na chórze drugi ikonostas, ale pomieszczenie na razie niedostępne do zwiedzania. Cerkiew była czynna jeszcze do lat 60-tych; potem za Chruszczowa zamknięta.

Borysław. Po drodze zabieramy z Drohobycza jakiegoś dziadka, który z wdzięczności opowiada nam o mijanych po drodze zakładach przemysłowych (Hallak np.), a na koniec prowadzi do parku gdzie stoją radzieckie „atrakcjony” (karuzele) i … kiwaki – Edward i Zdzisław, a było ich jeszcze więcej. Obok kiwaków miejscowa młodzież pije piwo, wdaje sie w rozmowe z nimi, mowie zeby zdjecia pojda do przewodnika, beda przyjeżdżać turyści, więc niech się szykują na zarobek. Stwierdzili tylko ze jak ktoś zarobi to na pewno nie oni.

Z Borysławia wyjeżdżamy do Truskawca, zapewniani po drdze przez tubylców, że dojedziemy. Dojechaliśmy do jakiegoś głębokiego lasu, gdzie wreszcie napotkany grzybiarz potwierdził nasze obawy, że dalej będzie tylko gorzej („może byście i dojechali, ale.. nie tym samochodem”). Wyprowadza nas na dobrą drogę, ale trochę czasu już straciliśmy, a do Lwowa śpieszno. Więc w Truskawcu tylko szybki rekonesans (podobno 2 wille na krzyż, jeśli tak, to wszystko zaliczyliśmy). Trzeba przyznać, że wille ładne, zwłaszcza pierwsza, w stylu zakopiańskim (?), obecnie muzeum.

Powrót do Lwowa skrótem (Drohobycz-Pisoczne) z ominięciem Stryja, droga bez rewelacji, ale może być. Po drodze kilka jeszcze drewnianych cerkiewek, ale nie ma już czasu. Do Lwowa przyjeżdżamy na ostatnia chwilę.

dodaj do notanika