Warto poświęcić dwie godziny czasu i wysłuchać wykładu Jagody Wierzejskiej (jest po polsku), który odbył się niedawno w Lwowie, w Centrum Historii Miejskiej. Młoda badaczka, przygotowująca swoją rozprawę habilitacyjną zajmuje się między innymi wykorzystanem turystycznego potencjału Lwowa przez propagandę państwową II Rzeczpospolitej.

 

Mit Lwowa

Moją uwagę zwróciły dwa aspekty poruszane przez badaczkę: po pierwsze, jak bardzo zakorzeniony w dzisiejszej świadomości społecznej obraz Lwowa czerpie z mitu stworzonego z rozmysłem w okresie międzywojennym. Nie powiedziano tego wprost, ale przedwojenne przewodniki po Lwowie, wydawane jako reprinty w l. 90. XX w. były głównym źródłem wiedzy turystów, przede wszystkim dlatego, że nie było wówczas nic, co mogłoby je zastąpić. Współczesne pozycje przewodnikowe, jak propozycje wydawnictw Bezdroża, Rewasz, Pascal i innych dopiero powstawały. Turyści, którzy bardzo licznie odwiedzali Lwów, korzystali więc z wypuszczanych na rynek w ogromnych ilościach, bo popyt na wydawnictwa o tematyce „kresowej” wydawał się nie mieć dna, reprintów.

Moim pierwszym przewodnikim po Lwowie także był przewodnik Mieczysława Orłowicza z 1918 r. Nawet w porównaniu z istniejącymi już na rynku wydawnictwami był on atrakcyjny (choć wydany w bardzo złej, a wręcz parszywej jakości) dzięki swojej szczegółowości. Do tej pory można przeczytać, że „przewodnik był i pozostaje jedną z najbardziej udanych, fachowych i solidnych publikacji turystycznych poświęconych Lwowowi” (J. Smirnow w Kurierze Galicyjskim).

Nowe przewodniki nie dorastały mu do pięt, lukę tę wypełnił jako pierwszy przewodnik ukraińskiego wydawnictwa Centrum Europy. Miał on dwie wersje – ukraińsko-angielską i polską, które różniły się co do zawartości. W polskiej wersji bardziej szczegółowo opisane były aspekty mogące zainteresować Polaków, uwzględniono więcej postaci. Wydawnictwo to jednak było niedostępne w Polsce. Nieświadomie łykaliśmy więc dawkę propagandy przeznaczoną kiedyś dla naszych dziadków.

 

Mit Orląt

Drugą sprawą, poruszoną w wykładzie, która wydaje mi się bardzo ważna, jest mit Orląt. Mit, który powstał natychmiast po zakończeniu wydarzeń wojny polsko-ukraińskiej i który, jak twierdzi badaczka, był poprzez heroizację walczących dzieci czysto ludzkim sposobem poradzenia sobie z żałobą po poległych i pustką, która po nich pozostała.

Dlaczego jednak nikt nie powie wprost, i to w czasach, kiedy tak chętnie rozliczamy Powstanie Warszawskie, kiedy słychać głosy, że wysyłanie młodych ludzi przez dowództwo powstania na pewną śmierć kwalifikuje się przed trybunał wojenny – bo i takie opinie się zdarzają – dlaczego nikt przed tym wyimaginowanym trybunałem nie stawia dowódców obrony Lwowa, którzy posyłali na śmierć dzieci? A tym, którzy przeżyli, na zawsze pozostawał w pamięci koszmar wojny widzianej własnymi oczami. Chyba nikt nie zaprzeczy, że w cywilizowanym świecie wcielanie dzieci do wojska, dawanie im karabinów do rąk i posyłanie na front jest zbrodnią? Zbrodnią przeciwko własnemu narodowi, przeciwko tym najmniejszym, bezbronnym, którzy powinni podlegać ochronie w pierwszej kolejności. Nie chodzi o zaprzeczenie ich ofiary, bo byli ochotnikami, którzy nierzadko wykazywali się w walce większą odwagą niż dorośli, ale o tych właśnie dorosłych, którzy powinni ich odesłać do domu, ewentulanie do obierania ziemniaków w kuchniach polowych, a nie na pierwszą linię frontu. Mit Orląt nie doczekał się do tej pory krytycznego spojrzenia historycznego, jest wciąż żywy.

 

W wykładzie poruszonych jest wiele więcej spraw, kwestie ukrańska i żydowska w przedwojennym Lwowie czy temat lwowskich batiarów w zupełnie nowym ujęciu, dużo spraw które burzą nasz dotychczasowy światopogląd i dają sporo do myślenia.

 

* Czy wiesz, że możesz komentować logując się za pomocą facebooka, google, twittera, disqus lub bez logowania? Wystarczy, że klikniesz ramkę Rozpocznij dyskusję> Nazwa> Wolę pisać jako gość. 

 

dodaj do notanika