Przed ponad 100 laty we Lwowie niewinna dziecięca zabawka – różowy balonik – stała się synonimem nigdy nie rozwikłanej zagadki kryminalnej. Sprytny złodziej upatrywał na swoje ofiary najbogatszych przedstawicieli lwowskich elit, członków śmietanki towarzyskiej, przedsiębiorców i czołowych polityków, a grabieży dokonywał zawsze w tym samym miejscu – w lwowskiej operze. Nie było przecież nikogo z lwowskiej śmietanki, kto nie chadzałby do teatru. Podczas operowych arii ginęły torebki i pugilaresy, rodzinne pamiątki, ważne dokumenty i kosztowności, a w ich miejsce wychodzący z teatru otrzymywali w szatni… różowy balonik. I choć zuchwałego złodzieja w końcu ujęto, nigdy nie udało się ustalić, gdzie chował on swoje łupy. Bliskim rozwiązania zagadki był dziennikarz Gazety Lwowskiej, ale zginął w zagadkowy sposób, zanim zdążył podzielić się swoim odkryciem.

Kilka tygodni temu, podczas remontu w starej kamienicy przy ul. Święcickiego, w mieszkaniu należącym do rodziny owego dziennikarza, odnaleziono dokumenty z tamtych czasów. Czy pozwolą one dziś rozwiązać zagadkę „różowego balonika”? Skradzione przed laty przedmioty byłyby dziś cennym znaleziskiem i źródłem wiedzy o historii miasta.

* UWAGA! Historia jest zmyślona. Wpis jest elementem gry miejskiej.

dodaj do notanika