Lwów miał niestety szczęście do zwyrodniałych zabójców, ktorych procesami żyła później cała Polska. Słynna była sprawa Gorgonowej, ale nie mniejszym echem odbiła się sprawa Cybulskiego.

Makabryczne odkrycie

6 lutego 1934 r. dozorca Targów Wschodnich zauważył podczas obchodu ślady krwi na śniegu. Podążając za nimi odkrył w pobliskich krzakach poćwiartowane kawałki mięsa, które wydały mu się szczątkami ludzkimi. Nie pomylił się. Jednocześnie szczątki ludzkie znalał robotnik na terenie pobliskiej cegielni, kolejne odnaleziono w parku Żelazna Woda.

Mimo, iż szczątkom brakowało głowy, policja błyskawicznie wpadła na trop mordercy i już następnego dnia aresztowała go. Mordercą okazał się inwalida wojenny,

Kioskarz

lwowski, Hieronim Cybulski, pracujący u zbiegu ulic św. Zofii i Poniatowskiego (dziś w tym miejscu znajduje się wejście do działu wizowego konsulatu polskiego). Cybulski miał 44 lata i orzeczenie o inwalidztwie, wydane jeszcze w czasie I wojny światowej przez władzę austriacką. Na jego podstawie otrzymał koncesję na kiosk, który, położony w dobrym miejscu, przynosił przyzwoite dochody. Miał także żonę i 9-letniego syna (Zbyszka – przez zbieg okoliczności rówieśnika i imiennika słynnego aktora), z którymi mieszkał pod adresem Jabłonowskich 39, ale opuścił ich i nocował w kiosku, spędzając czas w towarzystwie prostytutek. Osoby, które nieco go znały, uważały, że przejawiał niezdrową fascynację krwią.

Na jego ślad naprowadziła policję zbytnia ciekawość, którą przejawiał kioskarz w temacie śledztwa, a także

damski płaszcz,

który usiłował sprzedać za 15 złotych. Rewizja w jego kiosku ujawniła kolejne części ciała ofiary, a cała podłoga była zachlapana krwią. Na półce, w teczce, leżała głowa, w słoiku z cukierkami znaleziono palce.

Cybulski tłumaczył w śledztwie, że kilka dni temu poznał swoją ofiarę, którą okazała się być Emilia Scheffówna, panienka lekkich obyczajów, skazana już wcześniej za paserstwo; spacerowali, po czym zaprosił ją do kiosku na wspólną konsumpcję wódki. Tam dziewczyna miała się otruć, a on, przestraszony poćwiartował zwłoki, aby zatrzeć ślady.

Później zmieniał zeznania, plątał się, tłumaczył, że przecież

to była „tylko prostytutka”.

Śledztwo ujawniło m. in, że Cybulski choruje na zaawansowany syfilis, co zdaniem psychiatrów, mogło mieć wpływ na jego postępowanie. Wyszło także na jaw, że w ćwiartowaniu zwłok i rozrzucaniu po parku szczątków pomagał mordercy jego kolega z ulicy Jabłonowskich 27, Michał Kołodziej. W międzyczasie jak gdyby nigdy nic, handlował w kiosku prasą i papierosami. W końcu Cybulski przyznał się, że

otruł ofiarę,

dodając jej do wódki cyjanek, który kupił od woźnego Uniwersytetu Lwowskiego. Woźny kradł chemikalia z laboratorium uniwersyteckiego, za co także został aresztowany. Całą noc ćwiatrował zwłoki, a potem wynosił je z kiosku po kawałku, zawinięte w papier. Został aresztowany, kiedy narzędziem zbrodni kroił i jadł słoninę.

W prasie pojawiły się informacje, jakoby Cybulski był obrońcą Lwowa w 1918 r., które zostały szybko zdementowane przez zainteresowane organizacje:

Gazeta Lwowska, 1934

Gazeta Lwowska, 1934

W trakcie śledztwa Cybulski wyznał, że co noc sprowadzał do kiosku prostytutki, a wybierał specjalnie najstarsze i najbrzydsze, gdyż takie podobały mu się najbardziej. Część zeznań utajniono, uznając, że szczegóły są zbyt drastyczne. Rozprawa odbywała się

za zamkniętymi drzwiami

Za tajnością rozprawy opowiadał się m. in. znakomity karnista, Juliusz Makarewicz:

Sala sądowa nie jest salą teatralną, nie ma tam miejsca dla ludzi szukających senzacji. Powoływanie się na głód wiedzy, jak pobudkę wejścia ma salę, jest nieszczere, ci, którzy odnoszą korzyść z przysłuchiwania się rozprawie sądowej to zazwyczaj znani w literaturze niemieckiej Kriminalstudenten, kandydaci na przestępców zawodowych, lub wyszkoleni już fachowcy. Korzyść jest problematyczna, a poważnem jest niebezpieczeństwo, grożące ludziom o słabej odporności, niebezpieczeństwo infekcji kryminalnej.

Minęły czasy publicznego wykonywania kary śmierci, minąć powinny zwyczaje doszczętnego wypełniania wielkich sal sądowych ludźmi, mającymi wiele wolnego czasu.

Gazeta Lwowska, 26 lutego 1934

 

Ofiarę pochowano po cichu na Cmentarzu Janowskim, zaś Cybulski dostał wyrok dożywocia, który odsiadywał w więzieniu na św. Krzyżu. Prawdopodobnie wraz z wybuchem wojny został wypuszczony na mocy amnestii i słuch po nim zaginął.

Gazeta Lwowska, 1934

Gazeta Lwowska, 1934

 

źródła:

Gazeta Lwowska. 1934, nr 35-57

http://tajnydetektyw.blogspot.com cz. 1

http://tajnydetektyw.blogspot.com cz. 2