Zima nie odpuszcza, nas też trochę rozłożyły choroby – mnie i dzieciaki; jednak okazało się, że całodzienna wycieczka najpierw w zimnej mżawce, a następnego dnia w trzaskającym mrozie to było wyzwanie, które musiałam odleżeć dwa dni z gorączką w łóżku. Tymczasem za oknem zimowa aura w pełni – byłoby pięknie, gdyby nie to, że jest, kurcze, 21 marca! Nie nastraja to pozytywnie i nie chce się nawet wyjść z paratem, żeby ten ostatni (mam nadzieję) w tym roku śnieg zatrzymać na pamiątkę. 

Przy porządkach na komputerze znalazłam jednak nie mniej urocze kadry z 2011 roku, których wcześniej nie pokazywałam. Ilustrują one pierwszą moją zimę na Górnym Łyczakowie, który niedługo opuszczamy. Małe uliczki wspinające się i kluczące po zboczach Kajzerwaldu na zawsze pozostaną mi bliskie: Mączna, Piaskowa, Wyszeńskiego (Wyspiańskiego), Krypiakiewicza (Galla)… Niewiele się od tamtego czasu zmieniło, może samochodów trochę więcej, i bardziej nowoczesne. 

dodaj do notanika