Kilka dni temu ktoś po raz kolejny podrzucił mi link do artykułu „Czy zwiedzanie Lwowa z przewodnikiem się opłaca?”, opublikowanego na kawiarniany.pl (tutaj można się z nim zapoznać – polecam przed dalszą lekturą). 

Rzadko wchodzę w takie polemiki, ale tym razem postanowiłam zabrać głos, tym bardziej, że autor (autorka?) wyłączył możliwość komentowania pod swoim artykułem. 

Na czym polega zwiedzanie z przewodnikiem?

Autorzy strona, która twierdzi, iż „sukcesywnie staje się najlepszym blogiem dotyczącym wycieczek do Lwowa”, najwyrażniej nie wie, na czym polega praca przewodnika ani zwiedzanie z przewodnikiem. Według nich, jest to osoba, „która wyuczyła się dat i nazwisk po to, by opowiadać je Wam podczas płatnego spaceru po Lwowie. (…) Z resztą – goniąc po mieście i wysłuchując dat i nazwisk rzucanych jak z karabinu maszynowego i tak ich po pierwsze nie zapamiętacie, a po drugie nie zweryfikujecie bez smartfona w ręku”. (pisownia oryginalna)

Nie, przewodnik to nie jest osoba, która recytuje dane z Wikipedii (do tego wymagająca weryfikacji). To człowiek, który spędził kilka miesięcy na kursach, aby trzy razy w tygodniu, po kilka godzin zgłębiać historię Lwowa. Przeczytał wiele książek, często po to, aby z dwustu stron tekstu wyciągnąć jedną ciekawostkę. Lepsi przewodnicy kształcą się cały czas, wciąż poszerzając swój zasób wiedzy. We Lwowie również jest takich wielu, o czym świadczy ich liczna obecność na różnych wykładach i wycieczkach dotyczących historii Lwowa. 

Drugą funkcją przewodnika miałoby być „to, że znają adresy czy godziny otwarcia muzeów czy kościołów”, które i tak można samemu sprawdzić w internecie. 

Pomijając kwestię, że godziny otwarcia podane w internecie nie zawsze pokrywają się z lwowską rzeczywistością, chociażby podanej w przykładzie kaplicy Boimów, której gospodyni w dodatku lubi posiedzieć w którymś z okolicznych ogródków kawowych – przewodnik także nie jest po to. Owszem, czasem może być lepiej zorientwany czy nawet zadzwonić gdzie trzeba, aby otwarto ten czy inny obiekt poza godzinami pracy. 

Po co więc? 

Przewodnik jest po to, aby zaoszczędzić twój czas. To on ułoży ci optymalną trasę zwiedzania, aby maksymalnie wykorzystać czas, dobierze zabytki i narrację do twoich zainteresowań, wskaże palcem na najciekawsze obiekty, opowie ciekawostki, których nie znajdziesz w drukowanych przewodnikach. Nie wiem, skąd pomysł, że na krótkiej wycieczce nie ma czasu na podawanie kontekstu omawianych wydarzeń. Oczywiście, że jest. Swoją drogą, w innym tekście Kawiarniany proponuje na zwiedzanie Cmentarza Łyczakowskiego – 1h (standardowe zwiedzanie z przewodnikiem to 1,5-2h). 

„Jedynymi przewodnikami, których możemy polecić są zwykli, rdzenni mieszkańcy Lwowa władający językiem polskim. Tacy zwykli, którzy nie żyją z dojenia turystów…” – twierdzi Kawiarniany. Tak się jednak składa, że przewodnicy, to także rdzenni mieszkańcy, tyle, że douczeni w temacie. Nieco wyżej w tekście autor jednak poleca usługi jednej z lwowskich firm. Być może wynika to z mylnego przekonania, że jest tańsza, niż pozostałe – 8 zł za godzinę względem 50 zł. Jeśli jednak doczytamy, że pierwsza cena dotyczy osoby w grupie min. 10-osobowej, a druga grupy (nawet 50-osobowej), to wracamy do punktu wyjścia – pytania:

Czemu tak drogo?

Po pierwsze, usługa wynajęcia przewodnika jest usługą ekskluzywną. Człowiek poświęca nam wówczas swój czas i wiedzę na wyłączność (tak, w czasie obiadu też). Im mniejsza jest grupa, tym bardziej zindywidualizowana i dostosowana do Twoich wymagań może być wycieczka. Przewodnik w grupie 50-osobowej będzie więc kosztował cię tylko 1 zł/h, ale w grupie 5-osobowej już 10 zł. Cena przekłada się jednak na wygodę (i prędkość) zwiedzania. Narzekanie, że nie każdy może mieć przewodnika na wyłaczność, jest niedorzeczne – nie, nie każdy może, tak jak nie każdego stać na prywatnego nauczyciela angielskiego, nianię czy kierowcę.

Po drugie, usługa w języku polskim, to usługa w języku obcym. Tak, jadąc za granicę i oczekując obsługi we własnym języku trzeba zapłacić więcej niż miejscowi. Również w Krakowie, gdzie za godzinę oprowadzania w języku obcym zapłacimy ok. 100 zł, jak wynika z pierwszej odwiedzonej przeze mnie strony.

Co ciekawe, Kawiarniany sugeruje, że to przewodnik powinien ze swojego honorarium pokryć bilety wstępu dla turystów. „Znajdziecie też takie kwiatki jak 100 złotych za spacer po Cmentarzu Łyczakowskim (bilet nie wliczony w cenę, a każdy kto zna cmentarz wie jak wejść tam za darmo)”, generalnie „płacić we Lwowie 150 złotych (1100 UAH) za 3 godziny zwiedzania to czyste frajerstwo”.  Wchodzić na cmentarz bez biletu (być może potem jeszcze narzekać, że „nie dbają o polskie”) to oczywiście nie jest frajerstwo? 

Wyliczając, jak tanie jest życie we Lwowie, autor mocno mija się z prawdą – średnia pensja we Lwowie to nie 620 zł, a ponad 1000 zł; za wynajęcie 2-pokojowego mieszkania zapłacimy minimum 850 zł, a średnio 1200 zł. Tak, Lwów jest tani… dla turysty. Kogoś, kto nie musi robić codziennych zakupów w markecie (prawie wszystkie produkty spożywcze, poza miejscowym alkoholem, są droższe niż w Polsce), kupować tu ubrań (ciekawostka – porównajcie ceny sprzedawanych we Lwowie polskich marek) czy sprzętu rtv-agd. 

 

Jak pączek w maśle

„Wystarczy naciągnąć tylko parę grup w miesiącu, by żyć sobie jak pączek w maśle” – twierdzi Kawiarniany, powołując się na przykład jakichś bliżej nieznanych „przewodników z Polski, którzy przeprowadzili się do Lwowa widząc w nim szansę na tanie i wystawne życie”. Znam większość polskich przewodników we Lwowie, i uwierzcie – nikt nie przyjechał tu z Polski, aby oprowadzać wycieczki. Znam też kilka osób, które przyjechały do Lwowa za względu lepsze niż w Polsce warunki finansowe – to prezesi dużych firm, członkowie zarządów, właściciele fabryk. I dziwne, ale nie ma wśród nich żadnego przewodnika. Może Kawiarniany.pl byłby chętny? Mogę zapewnić stały dopływ zleceń za 100 uah/h. Co prawda Kawiarnany będzie musiał wówczas zrezygnować z bywania w wytypowanych przez siebie top-10 najlepszych lwowskich restauracji, bo nie będzie go na nie stać. 

Znam też wiele osób, które żyją wyłacznie z oprowadzania i wiem, jak ciężki jest to kawałek chleba. Nie zapominajmy, że jest to praca sezonowa, a po 7-8 godzinach człowiek nierzadko pada z nóg. Przepracowanie w tym trybie tygodnia z rzędu (co się zdarza praktycznie tylko w długie weekendy) jest wycieńczające także dla strun głosowych. 

Oprócz zawodowych przewodników oprowadzaniem zajmują się również nauczyciele, dorabiający do marnych pensji w budżetówce czy emeryci. 

Czy się opłaca?

Powiecie, że bronię przewodników, bo sama jestem przewodnikiem i to mój chleb. Nie, chętni na zwiedzanie zawsze się znajdą i taki artykuł ich nie odstraszy. Ja po prostu znam sytuację z obu stron – sama przecież też jeżdżę na wycieczki i też jestem turystką. W dodatku turystką, która… nie korzysta z usług przewodników. Po prostu ludzie preferują różne rodzaje zwiedzania. Nie zamierzam więc nikogo przekonywać, że z przewodnikiem będzie lepiej. Uważam jednak, że należy się szacunek dla mojej i moich kolegów pracy i nazywanie nas złodziejami trochę mija się z zasadami dobrego wychowania. 

Czy się więc opłaca? Nie, nie opłaca się. Ani we Lwowie, ani nigdzie. Opłaca się inwestowanie w nieruchomości i bitcoiny. A przewodnik jest dla przyjemności. 

 

 

 

 

dodaj do notanika
  • Maciej Łubieński

    Dzień dobry! Proszę o informację co to za budynek na zdjęciu, dziękuję z góry za odpowiedź.

    • Ewa z Krakowa

      Zamek w Podhorcach.

  • Ewa z Krakowa

    Kawiarniany to w ogóle ciekawy blog…. ostatnio przeczytałam tam wpis sprzed kilku
    miesięcy, odradzający wyjazd na majówkę do Lwowa. Dlaczego? Bo będą tam tłumy roszczeniowych turystów z Polski. Bo do Lwowa jeżdżą ci, których nie stać na wyjazd do Krakowa, Pragi, Wiednia czy Budapesztu. Cytat: ” Dlatego też przebywanie wśród tłumów turystów z Polski nie jest we Lwowie miłe. Opisując najlepsze restauracje czy kawiarnie nie bez powodu zawsze zwracamy na to uwagę.”
    Z innego wpisu dowiedziałam się, że żeby dostać się do restauracji Armata w hotelu Citadel Inn, trzeba jechać taksówką. „Jeśli nie nocujecie w Citadel Inn to wadą lokalu jest konieczność przyjechania do Cytadeli Uberem lub taksówką. No chyba, że chce Wam się iść pod górę.” Mnie to zaskakuje, bo spacer do Cytadeli to mój lwowski rytuał. Idąc przez Kaleczą Górę można po drodze przy okazji zajrzeć do restauracji w Willi Zaświecie. Wystrój wnętrz spodoba się każdemu Polakowi.
    Dużo większym wyzwaniem jest wejście na Wysoki Zamek i kopiec Unii Lubelskiej.
    Byłam we Lwowie dziewięć razy i tylko raz jechałam taksówką – z hotelu na dworzec podczas ulewy. Chodzenie pieszo to jedyny sposób , żeby w pełni odkryć uroki tego miasta.
    Stwierdzenie, że zwiedzanie Lwowa z
    przewodnikiem to głupi pomysł też jest zastanawiające …. takie sformułowanie pada we wpisie, odradzającym wyjazd na majówkę.
    Kiedy jeżdżę do Lwowa prywatnie , zwiedzam bez przewodnika, ale podczas dwóch wyjazdów zorganizowanych sporo się dowiedziałam od przewodników. A wydawało mi się, że wiem już wszystko. …
    I jeszcze jedno – ja nie mam wątpliwości co do tego, który blog o Lwowie jest najlepszy 😉.

  • MP

    Inwestowanie w bitcoiny się nie opłaca ;-) Poza tym ma Pani pełną rację!