
poniedziałek, 21 maja
Przyszedł czas na załatwianie poważnych spraw. Po pierwsze, przypomniałam sobie, że przecież jestem tu oficjalnie, na stypendium i należy mi się akademik. Poszłam na Uniwersytet, tam wszystko odbyło się sprawnie, pani zabrała mój paszport do registracji i załatwiła akademik na Hercena, obiecała mi też karty biblioteczne. Widziałam się też z dyrektorem muzeum, ale krótko, bo wszyscy mieli do niego sprawy, a on wyjeżdża dzisiaj na miesiąc do USA (gdyby nie to, pewnie już dawno byśmy miały mieszkanie). Po południu poszliśmy z Saszą obejrzeć akademik – może być, ale jak na najlepszy akademik w mieście, w dodatku dla obcokrajowców, to niezbyt wysoki standard – pokoje 3-4 osobowe, kuchnia osobno, kibelek osobno, prysznic też, ciepła woda od 6 do 9 rano i wieczorem (jak wszędzie), i do tego wszystko to za 9,47 hr. za dobę. Na kolana nie powala. Miałam się przeprowadzić od razu, ale wieczorem okazało się, że wynikło jeszcze jedno mieszkanie, daleko od centrum, ale za to tanio. Więc dzisiaj ostatnia noc u Ludy. Od jutra Marta będzie musiała się rozstać z psem Topem i kotką Murką, na widok których szalała z radości. I wołała, po ukraińsku: „Topik, de ty?”, wprawiając tym wszystkich w świetny humor.






