wolne przewodnictwo?
Nuda, panie… nic się nie dzieje… zdany egzamin w Obłradzie oblałam z panią Halą, która, jak się okazało, już wiedziała, że dobrze mi poszło – zadzwonili, Hala, a kakaja diewoczka at tiebia była… (jak mogłam naiwnie sądzić, że we Lwowie jakakolwiek wiadomość może się ukryć). Przy okazji podyskutowałyśmy trochę o sytuacji z przewodnikami w Krakowie – gdzie kontrole doszły do absurdu – ukarano np. mandatami grupę Włochów za… czytanie na głos przewodnika na krakowskim Rynku! Grzywnę zapłaci także nauczyciel, który zabrał swoich uczniow na lekcję w terenie. Zgłębiając ten temat dowiedziałam się, że w większości państw europejskich odchodzi się od licencji przewodnickich, zresztą prawo europejskie zakłada, że każdy, kto wykształcil się w swoim kraju (w ramach UE) w jakimś zawodzie, może ten zawód bez przeszkód wykonywać na terenie całej Unii. na tej podstawie np. piloci niemieccy zaskarżyli przed sądem nałożone na nich kary za oprowadzanie po włoskich miastach. W Polsce powstał nawet ruch mający na celu przywrócenie profesji przewodnika statusu wolnego zawodu. Ja osobiście tego nie popieram, bo uważam, że w dzisiejszych cwaniackich czasach miejscowy, wykwalifikowany przewodnik, bez specjalnych regulacji prawnych nie ma szans z przyjezdnym pilotem, którego biuro podróży za tę samą cenę obarczy i obowiązkiem opowiadania. Prawa wolnego Rynku nie mają tu zastosowania, bo uczestnicy wycieczki nawet się nie dowiedzą, jaka byłaby różnica, gdyby mieli miejscowego przewodnika. Dlatego prawo powinno chronić lolkalnych przewodników, oczywiście nie tak, jak w Krakowie. We Lwowie zresztą, z tego co wiem, obowiązek posiadania licencji nie obowiązuje np. nauczycieli. a przewaga miejscowego przewodnika jest taka, ze będąc specjalistą od niewieliego obszaru ma szansę, i najczęściej jest lepiej wykształcony niż przyjezdny, zna miejscowe zwyczaje, specyfikę, jest na czasie i lepiej doradzi w kwestiach praktycznych.
Byłam w ratuszu. Cały czas w sprawie licencji – tym razem identyfikatora. Identyfikatory wydaje pani Hala z pokoju 326. Całkiem w porządku kobitka. Tylko zgubić się można w tym gmachu – ile tam jest pokoi! To niewyobrażalne. Rzeczywiście musieli mieć Austriacy osobnego urzędnika od każdej najmniejszej sprawy (ratusz zbudowali Austriacy w I poł. XIX w.).




















