Przepraszamy, strona w przebudowie.

 Zajrzyj na instagram: 

How it started and how it's going 😂
#lwów #obroszyn #ukraina
Wyszukana restauracja w parku stryjskim. To już kolejna nasza wizyta, ale niedawno zmieniło się menu i kilka pozycji nas (pozytywnie) zaskoczyło. Najbardziej chyba creme brule w wersji wytrawnej, z foie-gras, podawane z croissantem zapieczonym w formie sześcianu 🧐. Tego się nie da opowiedzieć, tego trzeba spróbować 😍
Jeśli myślicie,że na Wielkanoc w centrum Lwowa jest dużo ludzi, to nie 😅 Naprawdę dużo jest w skansenie. Na Rynek idą turyści i przyjezdni, miejscowi święta spędzają w "Gaju". My poszliśmy w poniedziałek, kiedy był już ułamek tego, co w niedzielę - w czasie wojny wszystkie święta religijne i państwowe są dniami pracującymi. A wy byliście kiedyś w lwowskim skansenie?
Z cyklu "dużo pytań, mało odpowiedzi". Jest taka sytuacja: w Ługańsku mieszka pani X. Pani X właśnie skończyła 70 lat. Chciałaby wyjechać z okupowanego miasta do Ukrainy, ale jej paszport stracił ważność. Pytanie pani X: czy można jechać przez Rosję, Białoruś i Polskę do Ukrainy z przeterminowanym paszportem, a może jest inny sposób, żeby się wydostać z Ługańska. Pytania do pani X:  dlaczego chce wyjechać dopiero teraz? Co robiła przez 10 lat w okupowanym mieście? Czy pracowała na okupantów, czy brała od nich emeryturę? Czy ma też inny paszport, który nie stracił ważności, ale nie jest uznawany nigdzie na świecie? Czy kiedy odnowi swoje ukraińskie dokumenty, zostanie tu, czy wyjedzie jako uchodźca wojenny? No i są jeszcze pytania do tych, którzy sami wyjechali jako uchodźcy, a teraz zadają takie pytania pani X.
Inne oblicze Rohatyna 😅 a właściwie wszystkich takich rejonowych miasteczek, w których niewiele się dzieje. Trasa przechodząca przez centrum sprawia, że miasto jest jakby pęknięte, a przez to pęknięcie wycieka z niego całe życie. Jedna pierzeja rynku odcięta od pozostałych trzyma się tylko na dwóch cienkich liniach przejść dla pieszych. 
Długo szukaliśmy jakiejś kawiarni, bezskutecznie. Jest tylko sushi. I Bedryk - "towary z supermarketów Europy". Miejscowy Uniwermag może służyć za dekoracje do filmu o apokalipsie, zastąpił go dom handlowy Kalina i second hand Euro Trend.
Przejeżdżaliśmy przez Rohatyn i zatrzymaliśmy się na spacer. Byłam już kilka razy w tym miasteczku, które jest znane głównie z tego, że wydało na świat Roksolanę, późniejszą żonę sułtana Sulejmana. Jej pomnik stoi na centralnym placu, ale poza tym temat nie istnieje. W Rohatynie jest też piękny renesansowy kościół i cerkiew z tego czasu,a także druga, drewniana z zachowanym ikonostasem bodajże XVII w., perełka w swojej kategorii. Niedawno przy rynku odkryto kilka starych napisów z polskich czasów. 
Ale to tylko ta lepsza strona Rohatyna, czekajcie na następny post 😅
Znowu w podróży 😅
Tak wyglądają pola po drodze do Iwano-Frankiwska.
Przyjechała moja koleżanka Żanna jeszcze z bardzo dawnych czasów, kiedy nie mieszkałam we Lwowie, a ona tak. Potem wyjechała do Krakowa i stała się sławna, bo napisała świetną powieść. Szukała kogoś, kto by z nią pojechał na Wołyń, do jej  przyjaciela Oleha, który zaszył się na wsi i maluje. I ja się od razu zgłosiłam, bo dawno już nie byłam nigdzie za miastem. 
Droga była fantastyczna. Po godzinie z trasy kijowskiej zjechałyśmy w stronę Beresteczka, a tam już było tylko to, co lubię: puste, dziurawe drogi po horyzont, zieleń i czerń pól, wyłożone mozaikami przystanki autobusowe, na których nikt na nic nie czeka. 
Wieś leży 150 km od Lwowa ale jedzie się 3 godziny. Kiedyś był tu jeden z końców świata - w dwudziestoleciu międzywojennym ostatni punkt na mapie ZSRR, tuż nad graniczną rzeką Styr, na drugim brzegu była już Polska z okazałym pałacem Czackich, po którym dziś zostały tylko piwnice. Nie mogłyśmy trafić, więc Żanna zadzwoniła spytać o drogę. "- a wyjechałyście już w pole?" Z polem był jeszcze las, ale tam już po nas wyjechał Oleh na rowerze. 
Cały dzień nam zszedł na rozmowach o sztuce, kulturze, dorastających dzieciach, które wyszły w świat, o Lwowie , Krakowie i Afryce, o wojnie i różnych ludzkich historiach z nią związanych. Jedliśmy szczupaki ze Styru i ziemniaki z ogródka Oleha, spacerowaliśmy nad zalewem. 
Jeden dzień w innym świecie.
Spontaniczna jednodniowa wyprawa na Wołyń. Potem napiszę coś więcej, teraz tylko kilka zdjęć. 
*to nie jest post o historii, komentarze na ten temat będą usuwane*
Jeszcze trudno mi w to uwierzyć, ale ponad dwuletnia epopeja z kupnem i remontem mieszkania niedługo dobiegnie końca i moja dziupla w sercu starego miasta będzie dostępna dla gości. Uwierzcie mi, miejsce jest cudowne- w samym centrum, a jednocześnie ciche,z wyjściem na zielone podwórko. Nic, tylko wypoczywać, gdyby tylko rakiety nie latały ad głowami.