bal w Operze
Po pożegnaniu z grupą w sobotni wieczór zajrzałam jeszcze do opery, żeby się rozliczyć, wypiliśmy z Olkiem najpierw jeden Leżajsk na spółkę, a potem jeszcze jakieś drugie, dołączyła Natalia, a potem jeszcze jedna pani z Polski, Ala, dla której piwa już nie starczyło i musiała pić koniak. Siadła z Natalią na jednym stołku, bo krzesła dla niej też nie starczyło, i chichotały. Pani się okazała przyjaciółką Natalii z Przemyśla, i żoną klienta mojego męża. Którą znałam ze słyszenia, i ona mnie też.
Zastanawiają się, czy lepiej zakładać Towarzystwo Miłośników Opery, czy Towarzystwo Miłośników Natalii, bo jakiś miejscowy poeta się w niej zakochał na zabój, ale na wycieczkę nie pojechał, bo znalazł inną ofertę, tańszą o 10 zł. Alka Natalkę chwali, powiedziała grupie, że ma wiedzę, jakby Oxford skończyła. Pyta mnie, ile mam lat. Mówię, że jesteśmy z Natalką w jednym wieku, a Olek: tak, na jednym roku były w Oxfordzie, tylko ta studiowała polonistyke, a tamta ukrainistykę.
Pośmiałyśmy się nieźle, wypiłyśmy co było do wypicia, a jeszcze gdzieś Natalia wytrzasnęła kanapki i sałatkę – nosiła ze sobą czy co? – aż się spektakl skończył i porozchodziliśmy się do domów.
Jaki świat jest mały. Gdybyśmy się chciały umówić, to nic by nam nie wyszło, tym bardziej w Boże Ciało.







