
grupa 214 – samorządy wielkopolskie
Tradycyjnie co roku, na wiosnę grupa działaczy samorządowych z Wielkopolski jeżdzi do swoich miast i gmin partnerskich na wschodnie Podole, w okolice Winnicy, a wraca przez Lwów. Część osób jest ta sama, już się znamy, ale większa część grupy jedzie po raz pierwszy.
Spotkaliśmy się na Cmentarzu Łyczakowskim, i ja tradycyjnie ;) przyniosłam zamówiony wieniec z białych i czerwonych kwiatów, który został złożony na Cmentarzu Orląt. Pierwszy raz niosąc ten wieniec czułam się jak w „Co mi zrobisz, jak mie złapiesz” ;). Tym razem wieniec też przyspożył mi przygód, bo okazało się, że na ten akutrat termin wieńca nie można zamowić bo… we Lwowie nie ma floretów (to to, na czym się te kwiaty trzymają). Nie ma floretów i nie będzie, bo tylko cztery osoby robią we Lwowie wieńce z żywych kwiatów, i wszyscy (czworo) czekają na te florety, które są dostarczane z Polski! Musiałam więc we własnym zakresie sprowadzić tę rzadkość (w Przemyślu w każdej hurtowni kwiaciarskiej… no, ale Przemyśl ma tylko 70 tys. mieszkańców, a Lwów ponad 700 tys. …)
Czasu nie było wiele, więc truchcikiem przez cmentarz na Orlęta – po drodze zebrały się czarne chmury i zaczął padać deszcz… schroniliśmy się w katakumbach, i upiekło się – przeszło. Zobaczyliśmy nawet mniej niż „program obowiazkowy”, bo i tak mieliśmy opóźnienie.
Po obiedze jeszcze chwila czasu wolnego na zakup pamiątek (niektórzy, przywożąc z każdego wyjazdu wyszywaną koszulę, przebrali w ukraińskie stroje ludowe już całą bliższą i dalszą rodzinę;) i spacer uliczkami starego miasta: katedra ormiańska i łacińska, kaplica Boimów, rynek – pierzeja wschodnia i zachodnia. Wycieczka miała rzadką okazję zobaczyć naszego mera, który wyszedł na balkon akurat, kiedy staliśmy pod ratuszem (panie komentowały, że przystojny ;) Skończyliśmy na piwie w kamienicy królewskiej.







