grupa 130 – Urząd Wojewódzki z Lublina

Przy tej grupie naprawdę odpoczęłam. Ponad 50 osób, ale chętnie słuchających, aż miło takiej grupie coś opowiadać. Szybko zresztą złapaliśmy kontakt. Dochodzę do wniosku, że podstawą udanej wycieczki jest przekonanie, że przewodnik jest nie po to, żeby opowiadać i zrealizować jakiś program, ale po to, żeby grupa miło spędziła czas. Oczywiście czasem można połączyć obie rzeczy :)
Kiedy wychodziliśmy z katedry i czekałam na resztę grupy, zadzwonił telefon. Zuza, koleżanka-przewodniczka. „O czym tam opowiadałaś pod chórem, że się grupa tak śmiała? Stawiam kawę w zamian za tę opowieść”. Zagadka dla tych, którzy dobrze znają Lwów: o czym można opowiadać pod chórem katedry rzymskokatolickiej, żeby grupa się śmiała? Odpowiedź wkrótce.
Grupa ta miała też kolację z muzyką, grała kapela pana Zbyszka (Lwowska Fala? Wesoły Lwów? Nigdy nie pamiętam, jak się te kapele nazywają). Na koniec impreza się rozkręciła i nawet były tańce. Ja wyszłam ok. 23 bo – następnego dnia do pracy :)
Trzeciego dnia zwiedzaliśmy tylko pół dnia, do obiadu, i dla chętnych był bonus poobiedni. A dla mnie bonus od organizatora w postaci butelki cytrynówki własnego wyrobu, pięknego kubeczka na herbatę i pęku róż (nie herbacianych, czerwonych).







