grupa 129 – studenci z Częstochowy

Dwa lata temu była taka wycieczka, z Akademii im. Jana Długosza w Częstochowie, która skończyła się przechodzeniem przez zamknięte (szklane) drzwi w hotelu. Z obopólną stratą – dla drzwi i dla wchodzącego. Podobno wyjazd ten był szeroko komentowany pod Jasną Górą, i oto – w dwa lata po tym wielkopomnym wydarzeniu studenci Akademii postanowili wyczyn powtórzyć (już bez drzwi). 

Przyjechali do hotelu o 10.oo, ale zwiedzanie rozpoczęło się o 14.oo. Po pierwsze z powodu rozlazłości grupy, która na każdą zbiórkę przychodziła z pewnym opóźnieniem, a pierwsze, czego potrzebowali we Lwowie to był czas wolny, a po drugie z powodu kierowcy, który nie wiedział, że musi mieć zieloną kartę. Kosztowało to, po dłuższych pertraktacjach z funkcjonariuszem drogówki, 200 zl. Przy okazji, jeśli ktoś się wybiera do nas samochodem bez zielonej karty, to oficjalnie mandat wynosi 425-870 hrywien. 

Drugiego dnia pojechaliśmy na zamki. Jako, że studenci byłi głównie z historii, to słuchali w miarę z zainteresowaniem (poprzedniego dnia było ciężko). W Złoczowie tradycyjnie uprzedziłam, że wiele nie powiem na temat ekspozycji, bo mają zwyczaj zmieniać ją bez uprzedzenia… i rzeczywiście. W sali kredensowej pojawiła się m. in. mała galeria rodzinna Sobieskich, największą furorę zrobił „Sobieski na kucyku”, bo tak turyści ochrzcili konny portret króla niewiadomego mistrza. 

Kiedy już mieliśmy wracać, okazało się, że część osób chce iść na zakupy we Lwowie, a częśc dalej zwiedzać. Pierwsza grupa w mało demokratyczny sposób została przegłosowana, z tym, że… zadecydowano o dodatkowym zwiedzeniu Białego Kamienia. Przekonała ich dopiero informacja z przewodnika, że „przed 1939 r. istniały tu jeszcze ruiny zamku”. Zaproponowalam w zamian Uniów, i wszyscy byli zadowoleni. Popili wody z cudownego źródełka, wymyślili, że na pewno pomaga ona na porost włosów. W Uniowie było przepięknie. Może więcej wycieczek powinno tu zaglądać, to tylko 10 km w bok od trasy?  

Trzeciego dnia opiekunowie naukowi wycieczki, dwóch doktorów filozofii, postanowili wzbogacić przeżycia młodzieży, umawiając spotkanie z profesorem filozofii z Politechniki Lwowskiej. Do spotkania doszło, jednak wtedy okazało się, że ani oni, a ni on nie mają pomysłu na to, co dalej. Póki dyskutowali, młodzież się rozeszła, zostało tylko kilka najwytrwalszych osób. Ostatecznie wylądowaliśmy na piwie w Kabinecie. Profesor okazał się bardzo ciekawym człowiekiem, z tym, że poza dwoma doktorami nie miał raczej partnerów do dyskusji. Rozmawiali o szkole lwowsko-warszawskiej. Powiedział kilka ciekawych rzeczy, m. in. to, że szkoła wyrosła na podłożu patriotycznym – jej twórcy specjalnie wybrali te zagadnienia, które rokowały największy sukces, ponieważ nadrzędnym celem było rozsławienie polskiej nauki w świecie. Powiedział też, że znał „syna znajomego matki Banacha” – co jest o tyle ciekawe, że nie wiemy, kim była matka Banacha. Sam Banach nie wiedział. Natomiast „znajomy” pochodził ze sfer arystokratycznych i sugerował, że takie było i pochodzenie Banacha. 

Dwóch doktorów to też osobna historia. Jako, ze siedzieli tuż za mną w autobusie, a poza nim chodzili w pierwszej parze, to slyszałam zza pleców takie kwestie jak „no i jakimi drogami powinna podążać współczesna tożsamość europejska” a zaraz potem „jeśli rów jest suchy i czysty, to nie widzę powodu, żeby się w nim nie przespać”. Albo „Spotkanie z profesorem to była nasza wspólna inicjatywa” – „Inicjatywa inicjatywą, ale łazić z profesorem łaź sam”. „A może profesor by coś opowiedział o na temat osiągnięć Ukrainy w obróbce skrawaniem, to historia, to wszystkich powinno zainteresować”. Jedna ze studentek myślała, że będzie czas wolny, na co doktor odparł: „będzie czas wolny, ale w towarzystwie profesora”. 

grupa 128 - przewodnicy z Warmii i Mazur
grupa 130 - Urząd Wojewódzki z Lublina

zobacz także:

Subskrybuj
Powiadom o
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze

Pdf mini-guides

Ostatnie wpisy