Niedziela Palmowa
Niedziela Palmowa na Ukrainie ma to do siebie, że zazwyczaj jest to dzień jak każdy inny (jeśli święta się nie pokrywają) i nawet człowiek się dziwi, że to już, że tak szybko. Ja też się zdziwiłam, że w sobotę sprzedawali pod katedrą palemki – nie za wcześnie? A nie. Już.
Po drugie, jak człowiek idzie z tą palemką z kościoła, to od razu widać, że Polak. To oczywiście w uproszczeniu, bo nie każdy rzymski katolik to Polak, ale pewnie jednak większość. Więc tego dnia mijając ludzi na ulicy wie się. Można się nawet uśmiechać w niemym geście porozumienia.
My z Martą tym razem poszłyśmy do innego niż zwykle kościoła. Zawsze chodzimy do św. Antoniego, na mszę dla dzieci. To jest malutki, kameralny kościółek, wiele ludzi zna się osobiście, a ksiądz podczas kazania zwraca się do dzieci po imieniu. Młodzież gra na gitarach, ogólnie bardzo sympatyczna atmosfera. Czuje się przynalezność do wspólnoty.
Koło szkoły jest kościół św. Marii Magdaleny, który za czasów radzieckich służył za salę koncertów organowych… i tak zostało. Ławki mają przekładane oparcia, żeby w zależności od potrzeby można było siedzieć przodem albo… tyłem do ołtarza. Przy wejściu kasa biletowa. Stosunki między dyrekcją sali organowej a parafią są, delikatnie mówiąc, napięte, a jakiś czas temu konflikt zaostrzył się na tyle, że parafianie urządzili głodówkę w obronie kościoła. W niedziele jest tu tylko jedna msza – o 10.oo. Siostry z Marii Magdaleny prowadzą religię w szkole Marty, i tu też będzie I. Komunia, dlatego zmieniliśmy parafię.
Ludzi na mszy było bardzo dużo. Nawet sobie pomyślałam, że nie przypuszczałam, że tyle nas jest. Też takie miejsce, gdzie można spotkać wielu znajomych. Spotkałam między innymi Beatę, i Irenę. Rozmawiałyśmy chwilę przed rozpoczęciem mszy, i Beata od razu Irenę ostrzegła: „nic jej nie opowiadaj, bo Cie potem na blogu opisze„. Trzeba było jej zrobić zdjęcie za tę złośliwość i opublikować. Tymczasem… no cóż… zwykłe obrazki z palmowej niedzieli…















