Grupa nr 81 – parafianie księdza Tadeusza
Sezon 2008 oficjalnie rozpoczęty.
W sobotę (chyba?) telefon – w poniedziałek przyjeżdżamy do Lwowa, czy nas Pani oprowadzi. Co za wariaci – w styczniu wycieczka? Pierwszych grup spodziewałam się pod koniec marca.
Grupa była 17-osobowa, z dwoma księżmi – ks. Tadeuszem (to on dzwonił) i ks. Markiem. Ksiądz Tadeusz najwyraźniej ze słabością do kresów – 13 lat był proboszczem w Krzemieńcu. Część osób z jasła, część z Leżajska, przyjechali 2-ma busami, jednym z nich kierował ksiądz Tadeusz osobiście.
Bałam się, czy podołam, bo część wycieczki to wielbiciele Lwowa, którzy miasto odwiedzają już -nasty raz. Jednak jakoś żeśmy się od razu dogadali – ludzie otwarci, sympatyczni, weseli. Rozśpiewani. Pan Zdzisio wspaniale grał na akordeonie i śpiewał piosenki z naturalnym lwowskim akcentem, aż mnie zazdrość wzięła.
Na szczęście nie musieliśmy się spieszyć, więc pierwszego dnia zobaczyliśmy tylko Jura i cmentarz, no i to, co widać po drodze z okien autobusu – uniwersytet, park Franki, kościół św. Elżbiety, politechnikę, kościół św. Łazarza, pałac Sapiehów, Ossolineum, kawałek Akademickiej, Piekarską, Łyczakowa już niewiele, bo było ciemno, kiedy wracaliśmy.
Drugiego dnia zaczęliśmy zwiedzanie już o 9.30, najpierw kościół Jezuitów i zachodnia strona Rynku, potem msza w katedrze i zwiedzanie wnętrza. Na mszy pan Zdzisio przygrywał na akordeonie – śmiali się, że miał zaszczyt być organistą w lwowskiej katedrze! Zaśpiewaliśmy też na koniec dwie kolędy i Boże coś Polskę… a potem z zakrystii wyszedł kościelny ze łzami wzruszenia w oczach i powiedział, że mimo swojego wieku niczego podobnego w życiu nie widział i nie słyszał. Po katedrze poszliśmy do teatru, gdzie spokojnie zwiedziliśmy bez patrzenia na zegarek (za to przy wyjściu usłyszałam od Olka – że gadam i gadam; on woli Kazika, który pokazuje teatr w ciągu 4 minut). Po teatrze Preobrażenka, Ormianka i przerwa na kawę i zakupy. Kiedy turyści kupowali pamiątki, wódkę i cukierki, ksiądz Tadeusz poszedł kupić sobie perukę. Myślałam, że żartuje, ale naprawdę sobie kupił, choć nie chciał pokazać. To miała być niespodzianka dla jego parafian – na kolędzie będzie występował w przebraniu króla.
Po przerwie obejrzeliśmy kamienicę 4 Pór Roku, kościół dominikański i Aptekę-Muzem (gdzie jeden pan z wycieczki okazał się pracownikiem huty szkła i powiedział kilka interesujących rzeczy: że rubinowe szkło barwi się związkami kadmu, które są na tyle szkodlwe, że nigdzie w Europie, poza Polską takie szkłą się nie robi; przy okazji po raz kolejny upadłą legenda o barwieniu złotem na ten kolor. Związki złota dają zabarwienie rudo-pomarańczowe. Na kolor cytrynowy barwi się uranem, a na błękit tlenkiem miedzi). Po aptece wschodnia strona Rynku ze zwiedzaniem dziedzińca włoskiego, i tak nam minął dzień – potem tylko kolacja i pożegnaliśmy się (z żalem), ale obiecali, że przyjadą jeszcze.
A jeden pan powiedział, że w skali 1:10 zaliczyłam na 12 :)). I to jest największa satysfakcja z tej pracy.







