Boże Ciało – dzień 3
Wczoraj, z powodu późnego przyjazdu i ulewnego deszczu zwiedzania za bardzo nie było. Zajrzeliśmy jedynie do Ormianki (Katedry Ormiańskiej), gdzie moja grupa w ramach cegiełek kupiła sobie małe modlitewniki – 24 modlitwy, po jednej na każdą godzinę doby. Na odchodnym poradziłam im, żeby sobie poustawiali budziki i co godzinę wstawali, żeby się modlić o pogodę na jutro. Nie wiem, czy wymodlili, ale pogoda była wspaniała.
Dziś był chyba szczyt, jeśli chodzi o zalew polskimi turystami Lwowa. Umówiliśmy się na cmentarzu, dość wcześnie, bo o 9.30 (otwierają o 9.00), a byliśmy już 15-stym autokarem. Strach pomyśleć, co się działo godzinę czy dwie później, kiedy inni dojedli swoje śniadania i ruszyli w miasto, albo przekroczyli granicę i dojechali do Lwowa. My mieliśmy jednak nie najgorszą sytuację, nawet w kolejce do Konopnickiej nie staliśmy ;) W Operze również byliśmy jako jedni z pierwszych i te najgorsze tłumy raczej nas ominęły.
Zwiedzaliśmy wytrwale, żeby nadrobić wczorajszy dzień – 10 godzin! z dwugodzinną przerwą. Cmentarz Łyczakowski i Orląt, Opera, Galeria Obrazów, Pałac Potockich, Rynek – wschodnia pierzeja, Katedra Łacińska, kaplica Boimów, kościół dominikanów, Kamienica Pór Roku, historia lampy naftowej.
Wieczorem – kolacja z muzyką kapeli „Wesoły Lwów”.
Ja natomiast jeździłam jeszcze do mojej poprzedniej grupy, bo jedna pani świętowała dziś urodziny. Mąż zamówił jej niespodziankę – tort. Tort mieli zabrać przed 19.00, a ci dzwonią, że wcześniej niż na 20.00 nie będzie… myślałam, że uduszę. Ale wyrobili się jednak na czas, choć pracy było tyle, że jak przyszedł ten pan po tort, to go początkowo wzięli za turystę z innej grupy i odprawili z kwitkiem, że niby jaki tort, jak dopiero zupę zjedli ;) Aha, i z hotelu zadzwonili, że przepraszają. Chyba się zorientowali, ze mam tam jeszcze dwie rezerwacje, a mogę zaraz nie mieć.






