Boże Ciało – dzień 2
Mam dosyć, rzucam tę pracę, pie.dolę, nie robię.
A wszystko za sprawą hotelu „Ukraiński Dworek” (choć może właściwiej byłoby pisać „hotelu” Ukraiński Dworek).
Przyjechaliśmy, wszystko niby ładnie, pani miła, czekają z kluczami, prąd jest, kolacja się gotuje.
Jednak, kiedy przyszło do płacenia, okazało się, że mam zapłacić o 10% więcej, niż się umawiałam. Zażądałam wyjaśnień, telefon do właścicielki, negocjacje, kręcenie, że dała przecież lepsze pokoje po tej samej cenie, co normalne, że to, że tamto, w końcu z łaski zeszła 1000 hr. Dobra, moja strata. A administratorka patrzy na mnie okrągłymi oczami i nie wierzy, że rzeczywiście grupa płaci mi tyle, ile oni mają w cenniku – można było wziąć więcej, i tak by się nikt nie zorientował. Jasne. Zwłaszcza, że cennik wisi w recepcji.
Potem przyszła jakaś druga i coś tamtej poszeptała na ucho. Chodźmy – bierze mnie i ciągnie na dół. – Maria Antonowna kazała Cię nakarmić. Teraz mnie chce udobruchać. Siadłam z grupą, która od razu mnie ostrzegła, żeby sałatki nie jeść, bo jest z włosami. Oprócz sałatki na przystawkę było kilka kawałków ogórka, pomidora i dwa plasterki kiełbasy. Kiedy doszło do deseru, okazało się, że deseru nie ma.
Jak to? Przecież było uzgadniane, i sama mi Maria Antonina, czy jak ją tam, dyktowała menu. Lody miały być. Szef kuchni nic nie wie. Znów telefon. Znów tłumaczenie – najpierw, że zabiegana była, zapomniała, ale szybko zmieniła front – że za tę cenę nie zmieściło jej się w budżecie, ale już trudno, klient nasz pan, da im te lody, niech będzie jej strata. Coraz bardziej na bezczela szła. Powiedziałam, że łaski nie robi, bo lody były w cenie. W końcu podali te lody, kiedy się już wszyscy porozchodzili.
Aż się boję myśleć, co będzie ze śniadaniem, choć M. A. zapewniała, ze śniadania mają doskonałe, i jeszcze nikt u nich głodny nie był: o, dopiero co pojechała grupa Białorusinów – mówili, że tak dobrze, jak u nas, to oni nawet na Białorusi nie jedzą!







aż boje sie pomyslec, ze moglaby to byc ktoras z naszych grup, hehe :D