Historia człowieka, który nie płacił na czas za gaz
Historia człowieka, który nie płacił na czas za gaz, a który pragnie pozostać anonimowy.
Kiedy zalegasz z rachunkiem za gaz, miejska gazownia, po naszemu: Lvivhaz, przysyła ci upomnienia. Najpierw są to mało widoczne dopiski na marginesie rachunku: „proszę zapłacić”. Łatwo to zignorować, a potem, pewnego pięknego, ale zimnego dnia, zostajesz nagle bez gazu, za to z piękną plombą na rurze.
We Lwowie, w starej części miasta, na gaz działa wszystko – kuchenki, ciepła woda, ogrzewanie. Nasz bohater właśnie znalazł się pewnego dnia w takiej sytuacji. Jako, że dzień był zimowy, a i jeść się chce – zerwał plombę i odkręcił sobie gaz. Pozostawało tylko odkręcenie sytuacji w gazowni.
Podanie trzeba złożyć osobiście po dokonaniu opłaty
Najpierw nieoficjalnym kanałem poinformował Lvivhaz, że samowolnie odkręcił sobie gaz i czekał na dalsze instrukcje. Okazało się, że należy zrobić to, co zwykle, czyli opłacić zaległości, napisać podanie o ponowne włączenie gazu, opłacić usługę ponownego włączenia gazu. O ile rachunki za gaz można płacić online, o tyle podanie trzeba złożyć osobiście. Jechać trzeba daleko, w okolice Cmentarza Żydowskiego. Nasz bohater napisał podanie, ale w okienku nie przyjmują jednocześnie opłaty. Opłatę można zrobić w banku (koło cmentarza go nie ma), można online – ale wtedy brak potwierdzenia,a brak potwierdzenia, to brak przyjętego podania. Ale! Jest na miejscu wpłatomat. No, prawie – w sąsiednim budynku Lvivhazu.
Nasz bohater poszedł do wpłatomatu. Wniósł potrzebną sumę… i wpłatomat zawisł. Nie wypluł potwierdzenia. Człowiek wrócił do okienka i (używając do pomocy również nieoficjalne kanały) ubłagał, żeby przyjęli jego podanie. Podanie w końcu zostało przyjęte (z adnotacją: „skierować do rozpatrzenia po otrzymaniu opłaty”).
To jeszcze nie koniec historii
W drodze powrotnej nasz bohater przejeżdżał obok banku. Postanowił poprosić o wydruk potwierdzenia. Okazało się jednak, że… żadnej opłaty nie ma. Trzeba było złożyć reklamację, ale żeby ją złożyć, trzeba mieć konto w banku (formalność, 5 minut!). Wykłócenie się i rezygnacja z procedury już nie były formalnością, a zapasami z walcem. Potem już tylko zapłacić ponownie i w drogę powrotną.
Nie, to ciągle nie jest koniec tej historii
Tak się składa, że nasz bohater miał do opłacenia nie tylko gaz, ale i światło. Z podaniem, itd. – procedura całkiem podobna do poprzedniej. Zainteresowana instytucja mieściła się akurat po drodze. Niestety, nie było w pobliżu parkingu. Nasz bohater stanął przed jakąś bramą (przecież tylko na chwilę). Podanie-oplata-okienko, ile to może zająć? Bank tuż obok, drzwi w drzwi. Niestety, kiedy wrócił, zastał grupkę niezadowolonych mieszkańców i samochód, usiłujący wyjechać z feralnej bramy. Gęsto przepraszając odjechał nareszcie, z poczuciem ukończenia biegu na 800 m przez płotki.
Czy to już koniec tej historii?
Nie, jeszcze jedno: po 15 minutach walki naszego bohatera z lwowskim korkami zadzwoniła pani przyjmująca opłatę w banku, błagając, żeby oddał jej potwierdzenie, bo to bankowe zgubiła, a bez niego nie ma co robić więcej ani w banku, ani na tym padole łez. Oczywiście, zgodził się. „To kiedy pan podjedzie?”
zobacz także:
Subskrybuj
Login
0 komentarzy
Najstarsze








