Wczoraj rano dotarła do mnie smutna informacja, że zmarła p. Teresa Makar (Wojnarowska). Dla nas po prostu Pani Teresa. 

Nie znałam jej dobrze, ani długo, ale była jedną z takich osób, które od razu chwytają za serce swoją życzliwością uśmiechem. Pani Teresa była nauczycielką angielskiego moich dzieci – przychodziła dwa razy w tygodniu po lekcjach do domu, początkowo miała blisko, bo mieszkaliśmy 5 minut od siebie na sąsiednich przecznicach Łyczakowskiej, a potem, kiedy przeprowadziliśmy się, jeździła do nas przez pół miasta. Zawsze punktualna, z laptopem i własnymi kapciami. 

Wstyd przyznać, ale zdarzyło się nawet, że wystawała u nas pod drzwiami, bo zapominaliśmy poinformować o wyjeździe i nie odwołaliśmy zajęć… Mimo to nigdy nie usłyszeliśmy od niej złego słowa, wyrzutu. Zarażała optymizmem. Dzieci bardzo ją lubiły, choć nie lubiły faktu, że trzeba siedzieć na dodatkowych zajęciach. Mimo to potrafiła skupić ich uwagę, utrzymać dyscyplinę. Nie łapała się na „słodkie oczka” Romka, który kolejny raz tłumaczył się, że zapomniał o swoim domowym. Często wspominała swojego syna, który mieszkał w Warszawie, tęskniła za nim. 

Kiedy rozstawaliśmy się przed wakacjami, nie wiedzieliśmy jeszcze, że to na zawsze. W międzyczasie Pani Teresa dowiedziała się, że męczący ją od dłuższego czasu kaszel to nie zwykłe przeziębienie… wyjechała na leczenie do Polski. Rozmawiałyśmy jeszcze raz, czy dwa – wciąż była pogodna, choć świadoma i pogodzona z tym, że odchodzi. Zamykała swoje sprawy we Lwowie, chciała sprzedać mieszkanie. „Pani Kasiu, ja już nie wrócę” – mówiła. A ja nie chciałam wierzyć, że mówi o śmierci. Chciałam wierzyć, że spotkamy się kiedyś w Warszawie. Cieszyła się z sukcesów dzieci w angielskim, gratulowała im, choć były to tak naprawdę jej sukcesy. Potem bałam się dzwonić do niej, bałam się, że usłyszę, że jest gorzej, że chemia nie działa, że cierpi. Tak, stchórzyłam, choć bardzo mi jej brakowało i wciąż o niej myślałam. Ostatnią wiadomość – z życzeniami i pytaniem, co u niej, wysłałam przed świętami. Już nie odczytała. 

Wieczne odpoczywanie, Pani Tereso. 

 

dodaj do notanika
otwórz notatnik

notatnik

skasuj listę info

Teraz możesz zebrać swoje ulubione miejsca, opisywane przeze mnie, w na jednej liście.
Z pewnością ułatwi to planowanie podróży do Lwowa!

Lista będzie nadal dostępna przy kolejnych wizytach z tego samego komputera, nawet bez logowania. zamknij
wyślij na e-mail... udostępnij na Facebook... widok mobilny

Send your list to a friend

FROM: (Your email): TO: (Your friend's email): Your message:
Send