grupa 83

By Published On: 18 kwietnia, 2008Categories: praca0 Comments on grupa 83

W środę miałam kilka godzin na mieście z dziećmi z Szepietówki.

Dzieci ok. 20-stka, 14-17 lat, trochę onieśmielone i dwie nauczycielki, które chcą jak najlepiej. Dzieci przyjechały do Lwowa w ramach projektu „spotkania z polską kulturą” czy jakoś tak. Polskiego uczą się w szkołach w Szepietówce fakultatywnie. Z różnymi rezultatami.

Najpierw szkoła – nr 10 (polska). Wysłali ich na lekcje, potem przemawiała pani dyrektor. – No, jak wam sie podobało? – pyta pani Agnieszka, przyjechała z Polski uczyć na Kresach. Ciągle uśmiechnięta. Wszystkim się podobało, tylko jednemu chłopakowi nie. Wysoki blondyn, z krawatem na bakier. Doskonała polszczyzna. – Ale dlaczego Ci się nie podobało?! – drąży Agnieszka. – Bo nie. Nudno było. Od razu mi się spodobał. Zagadnęłam go potem. Chce w tym roku zdawać na studia do Lublina.

Dyrektorka oprowadza ich po szkole. Przysłuchuję się. Że bardzo dluga tradycja, że tę szkołę to kończyła babcia, potem mama, potem córka i wnuczka, że my tu we Lwowie się wszyscy znamy (i kochamy), a w naszej szkole jest kółko dramatyczne i wygrywamy olimpiady nawet w Warszawie. Tu klasa, tam klasa, tam biblioteka, tam sala gimnastyczna. Szkoła – sami widzicie, jaka piękna, wszędzie żywe kwiaty, bo my sztucznych nie uznajemy, i czy są pytania. Pytań nie ma. Agnieszka przerywa kłopotliwą ciszę: – chcielibyście chodzić do takiej szkoły? Jasne, wszyscy by chcieli. Co mają powiedzieć. Pytam, ile tomów liczy biblioteka. – Nie wiem, ile, ale dużo.  Wreszcie koniec i pamiątkowe zdjęcie. Pani dyrektor nawet nie zaczekała, aż wszyscy sobie pstrykną, bo taka zajęta.

Jedziemy do miasta. Deszcz ciągle pada. Idziemy do katedry ormiańskiej, oglądają z zachwytem freski Rosena. Pytają o mozaiki – czy ze złota. Potem apteka-muzeum, rynek, katedra łacińska. Też się podoba, wychodzą zachwyceni. Na koniec opera. Wszędzie robią zdjęcia. Kiedy już się prawie żegnamy, Agnieszka pyta mnie, czy nie możemy podejść do pomnika Szewczenki. Bo by zrobili zdjęcie dla wydziału oświaty.

Okazuje się, że mimo, że cały (kilkudniowy) wyjazd był opłacony przez konsulat polski, to wydzial oświaty szczegółowo sprawdzał program wyjazdu, łącznie z wiekiem opiekunów (nauczycielki!) i warunkami, w jakich dzieci będą mieszkać. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że dzieci z Polski, które przyjmowali mieszkały w internacie w takich warunkach, że aż wstyd było. Do tego wyjazd nie może być taki zpełnie „polski”, bo takie są przepisy (?) i trzeba, żeby były akcenty ukraińskie. Stąd to zdjęcie pod pomnikiem Szewczenki.

Wróciłam do domu i tak sobie pomyślałam – w studenckich czasach sama marzyłam o wyjeżdzie na Kresy jako nauczycielka polskiego. Romantyczne marzenia, które się na szczęście nie spełniły. Bo potem trafiasz do takiej Szepietówki i „czar Kresów” pryska. A może się mylę?

fot. christopherallisonphotographyprawo jazdy we Lwowie, epilog
Dublany

zobacz także:

Subskrybuj
Powiadom o
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze

Pdf mini-guides

Ostatnie wpisy