zaległości
Porobiło mi się trochę zaległości.
Po pierwsze więc, DLA PORZĄDKU, grupy:
Grupa 102 – ksiądz Tomasz z rodzicami – 8.07
Rodzice, oboje urodzeni we Lwowie zorganizowali sobie podróż sentymentalną. Dla ojca prawdopodobnie to była ostatnia podróż w życiu. Bardzo chcieli zjeść obiad w Georgu, gdzie na kawę chadzali ich rodzice. Na nic się zdały tłumaczenia, że to już nie TEN GEORGE… poszliśmy. Kelnerka z łaską rzuciła na stół jedno menu na 4 osoby. Po interwencji znalazło się i drugie. Talerze z logo Inturist. I chyba niewiele się od tego czasu zmieniło… Potem Beata opowiedziała mi, że kiedyś grupa jadła tam obiad, jeszcze za czasów Inturistu właśnie, i jeden pan rozlał sobie na spodnie rosół. Fakt ten bardzo go zasmucił, ale miejscowa kelnerka od razu go uspokoiła: niech pan się nie przejmuje, od naszego rosołu plamy nie będzie. Sam obiad mnie osobiście smakował (solanka i pierogi z ziemniakami). Za 4 osoby zapłaciliśmy coś około 100 hr.
Grupa 103 – Włoszakowice (Piotr John) – 10-11.07
Podobno nauczyciele to najgorsze grupy. Jednak te, które ja oprowadzałam przeczą tej opinii. Tym razem nie tylko uczestnicy, ale i kierowca (a zarazem organizator) był udany na 100%. W czasie jazdy autobusem po mieście cały czas wchodził mi w słowo, opowiadając anegdotki i dowcipy. Kiedy przyjechaliśmy do hotelu, przygotowana była kolacja – na dużej sali ustawione stoły, nakryte, a na nich talerzyki z sałatką. Kierowca: „zjedzcie połowę, a drugą zostawcie sobie na śniadanie”. Kiedy wszyscy już byli w trakcie jedzenia zaczął się rzglądać po sali: „Ja się zastanawiam, jak my tutaj te materace porozkładamy”. To na tej wycieczce także dyskutowano o dwóch sposobach seksu „na żabę”: 1. jemu wisi a ona rechocze; 2. jemu stoi a ona nie kuma; na tej wycieczce też była pani, która zdradziłą mi swój rodzinny sekret: jej mama, urodzona we Lwowie przed wojną, była nieślubnym dzieckiem kompozytora. Wychowywała się w jego domu pod opieką ciotki, z matką mając sporadyczny kontakt. Matka pochodziła z Winnik, może była służącą u kompozytora? Po wojnie nie przedstawiła nawet babci swoim dzieciom. Pani znała adres z przedwojennej pocztówki, którą znalazła w rzeczach mamy po jej śmierci. Nie znała jednak numeru mieszkania. Pojechałyśmy na tę ulicę, jednak teraz to już nie do odtworzenia, bo przecież nikt z przedwojennych mieszkańców tam nie pozostał – wszyscy zostali tu osiedleni po wojnie, nie znali poprzednich właścicieli swoich mieszkań, nic więc nie pomogła rozmowa z 106-letną staruszką, która jak się okazało, mieszkała pod wskazanym adresem.
Grupa 104 – Tato z Dynowa – 12.07
Grupa indywidulana – tato, dwojka dzieci (7, 12 lat), dziadkowie. Dzieci nadwyraz cierpliwe i nie marudzące – podczas wycieczki, która trwała dobre 8 godzin, wcale nie marudzili. Po drodze liczyli lwy na fasadach budynków, co się okazało bardzo dobrym zajęciem dla dzieci podczas zwiedzania.
Grupa 105 – Studenci Karola 2 – 13.07
Grupa 106 – Studenci Karola 3 – 20.07
Tu bez komentarza, bo to tylko szybkie, 2-godzinne zwiedzanie Lwowa przez grupy wracające z Krymu.
Grupa 107 – 3 rodziny w drodze do Bułgarii– 23.07
Tu się trafiła fajna i wesoła grupa kilku rodzin z dziećmi, którzy zatrzymali się we Lwowie po drodze do Bułgarii. Niestety nie dopisała pogoda, bo przez cały czas zwiedzania przez nas Lwowa lał deszcz. Dzieci przemokły do suchej nitki, najbardziej na cmentarzu.






