grupa 150 – z psem
Zanim wybierzecie się na Ukrainę z psem, przemyślcie to dwa razy. Ludzie, których wczoraj oprowadzałam, przed przyjazdem dzwonili do ambasady ukraińskiej w Polsce, żeby się dowiedzieć, jakie dokumenty musi mieć pies, żeby przekroczyć granicę. Nikt nic nie wiedział, odesłali ich do służb granicznych. Tam jednak nikt nie rozmawiał w żadnym innym języku oprócz ukraińskiego. Pani z ambasady okazała się miła i zadzwoniła sama, po czym oddzwoniła, że trzeba mieć paszport dla psa, z wypisanymi szczepieniami i ważnym badaniem weterynaryjnym.
Na granicy jednak okazało się inaczej… weterynarz stwierdził, że paszport jest potrzebny tylko na Unię (nie, żeby puścił bez niego!), a trzeba mieć aktualne zaświadczenie o stanie zdrowia psa, tylko nie w paszporcie, a na osobnej kartce. Po dłuższych pertraktacjach zmienił zdanie i puścił. Przekraczanie granicy (bez kolejki!) zajęło 1,5 h.
Hotel Grand przyjął psa (nawet bez dodatkowej opłaty, co nie jest bez znaczenia, bo np. hotel Leopolis zażądałby za psa 20 euro!), trzeba było tylko wypełnić ankietę, w której m. in. były pytania o to, czy pies nie hałasuje, nie jest „agresorem” i „nie kusajetsia”.
Gorzej było z restauracjami i kawiarniami. Nigdzie nie można wejść z psem (przepisy sanitarne), dotyczy to też ogródków! Kilka razy pytaliśmy i nam odmówiono, a nawet jeden pan powiedział, że pies kogoś pogryzie i on będzie odpowiadał. W tym samym czasie psa nastraszył rezydujący w knajpie… kot. W końcu przestaliśmy pytać, czy można, wchodziliśmy, pies siadał pod stołem i udało się zjeść.
Zwiedzanie odbywało się na zmianę – druga osoba dyżurowała na zewnątrz z psem. Tylko opera była w pojedynkę, bo kiedy wyszłyśmy i pani miała zamienić się z panem, to on zapytał ” – Czy są tam złocenia i czerwone dywany?” „- Są”. „- A, no to już takie coś widziałem”. Opowiedział też, jak poszedł kiedyś na niezwykle ambitną współczesną operę, która trwała 4 godziny, a bilet kosztował 100 euro. Wyszedł w trakcie pierwszej przerwy „żeby sąsiadom nie przeszkadzało burczenie w moim brzuchu”.





