Grupa 97- Dzieci z księdzem Tadeuszem
11-12.06
Nie przepadam za grupami młodzieżowymi, do dzieci ciężko mówić, ja nie umiem.
Ale są tacy, którym się nie odmawia. Jedną z takich osób jest dla mnie ksiądz Tadeusz z Jasła, poznany w styczniu. Wspaniały, pogodny człowiek, stojący twardo nogami na ziemi, i ze stoickim spokojem wysłuchujący opowiadanych w jego towarzystwie dowcipów, jak to ksiądz sobie kupił kanarka (sam też ma kanarka). Kilkanaście lat spędził jako proboszcz w Krzemieńcu. Pytałam, czemu wrócił, po tylu latach. Powiedział, że Ukraina nie jest już krajem misyjnym, i każdy kapłan, który się tu wybiera, robi to właściwie na własną odpowiedzialność, bez prawa do zabezpieczeń socjalnych, emerytury, itd. Musiał w pewnym momencie zrobić wybór na całe życie – alebo w jedną, albo w drugą.
Ksiądz przywiózł swoich uczniów z gimnazjum w Jaśle – szkoły tak niewielkiej, że prawie cała zmieściła się w autobusie. Ksiądz miał białą koszulę i spodnie na szelkach.
Byliśmy na Wysokim Zamku, na Cmentarzu, na Starówce, u Jura. Wciąż jest to dla mnie niepojęte, jak to możliwe, że gimnazjaliści męczą się szybciej niż emeryci.
Ksiądz opowiedział dowcip, kiedy staliśmy pod dawnym muzeum ateizmu:
„Spotyka się dwóch dawnych dyrektorów muzeum ateizmu. Jeden mówi:
– Słuchaj, tak żeśmy z tym Panem Bogiem walczyli, tyle lat… a jeśli on naprawdę istnieje?
– Jeśli istnieje, to niech nas ręka boska broni!
– A jeśli nie…?
– A jeśli nie, no to dzięki Bogu”.






