jestem ambasadorem. na emigracji.
Moja grupa dzisiaj stała na granicy 6 godzin. Dzięki temu się wyspałam, oni przeciwnie – wyjazd był o 2. w nocy. Kierowca narzeka, że ulice nieprzejezdne, wąskie, że parkingów nie ma, że korki. Że parkują na skrzyżowaniu i nie da się zakręcić. Deszcz pada. W teatrze kiepskie miejsca. Dlaczego teatr takie sprzedaje.
Czyja to wszystko wina?
Przewodnika.
Bo przewodnik jest ambasadorem swojego kraju i odpowiada za wszelkie niewygody. A przynajmniej wysłuchuje.
Wieczorem – na deser – była kolacja z dwójką miłych ludzi, którzy rozważają przeprowadzkę do Lwowa. Zasypali mnie pytaniami. Aż się sama zaczęłam zastanawiać, co ja tu robię. Aż sobie uświadomiłam, że jestem na emigracji. O kurcze.






