po co jest przewodnik?

Czyli wrażenia po ostatnich wycieczkach.

 

Wydawało by się, że po to, żeby opowiadać. A co jeśli grupa nie chce słuchać? Na przykład wsiadasz do autobusu, a tam wszyscy pijani. A pilot mówi „ja nie potrafię nad nimi zapanować”. Pewnie, ze nie potrafi, bo pyta „a co byście chcieli teraz robić” – to jeden chce jeść, drugi pić, trzeci spać, a czwarty do kantoru. Albo idziemy coś zwiedzać, a część nie ma pieniędzy.. Bo nie wiedzieli, że trzeba. Albo mają, ale nie chcą wydawać, bo im żal (osiem złotych im żal). Część wchodzi, część zostaje, kiedy pierwsza część wychodzi, druga gdzieś się rozlazła.  Albo stajemy koło kawiarni, i część osób słucha, a część zamawia piwo. Jedni chcą iść i zwiedzać dalej, a tamci chcą dopić piwo. I kto winny – przewodnik. „Bo pani nas zatrzymała koło kawiarni”.

Niestety, na wycieczkach sprawdza się tylko dyktatura – „teraz robimy to i to”, i tak nigdy się wszystkim nie dogodzi, ale mądry dyktator wsłucha się w głos ludu i zadowoli przynajmniej część.

„Po czasie wolnym spotykamy się na dalsze zwiedzanie” – przychodzą z siatkami załadowanymi wódką. „Bo pani nam nie powiedziała, że nie pójdziemy do autokaru”. Przed każdym obiektem, w którym jest zakaz fotografowania, trzeba ostrzec dodatkowo, inaczej gwarantowane, że nikt nie zauważy znaczka. I jeszcze Ci się dostanie. „Proszę powiedzieć grupie, żeby nie robili zdjęć”. A raz nawet na mnie siostra w jednej cerkwi naskoczyła, że turystka weszła w krótkich spodenkach: „ma pani grzech!” Do mnie krzyknęła, że ja mam grzech.

Albo ostatnio w Ormiance (katedrze ormiańskiej) – to już było przegięcie – wchodzimy, tam wejście płatne. Podchodzę do tego ich kiosku, i mówię, że każdy płaci za siebie. „Jak to za siebie? A dlaczego nie zebrane? Tak na pewno ktoś nie zapłaci”. Aż mnie zatkało, ale odpowiedziałam, że nieładnie tak od razu podejrzewać nieznajomych o nieuczciwość. „Ja nie podejrzewam, ja wiem, że ktoś nie zapłaci”.

Punktualność też nie jest mocną stroną wszystkich. Umawiam się z grupą na 10.oo. Przyjeżdżają 10.4o. Z hotelu jest pół godziny drogi. Następnego dnia proszę, żeby uprzedzili, jeśli będą mieli opóźnienie. Nazajutrz czekam o 10.oo w umówionym miejscu. 10.15 – nie ma. 10.2o – nie ma. 10.3o przychodzi sms „już wyjechaliśmy”. Albo taka propozycja: „umówmy się ok. 10-10.3o”. Piszę, czy nie można by konkteretniej, żebym nie czekała pół godziny. Odpowiedzi brak. Przyjeżdżają o 11.oo. „Trzeba było uprzedzić, że się spóźnicie”. „Ale zapomniałem pani numeru telefonu”.

No, ponarzekałam sobie. Ale na ogół jednak jest sympatycznie. Mimo wszystko.

Visit Us On FacebookVisit Us On InstagramVisit Us On Pinterest