ja w 2001 r.
ja w 2001 r.

środa, 19 września – niedziela, 30 września

Ostatnie dni we Lwowie były wspaniałe – chodziliśmy z Wasylem na spacery, szukaliśmy między innymi Domu Inwalidów Wojennych, deszcz lał się strumieniami, nie mogliśmy znaleźć i już, już kiedy chcieliśmy wracać, zobaczyliśmy go – w dole, za drzewami, za ścianą deszczu… Wielki, podobny do śreniowiecznego zamku. Kto chciałby zobaczyć, to najlepiej podejść od ul. Kleparowskiej zamiast błądzić, chociaż widok od ul. Złotej jest niesamowity.
Potem poprawiła się pogoda, Wszędzie było mnóstwo kasztanów, kolory zaczęły się zmieniać na jesienne, było naprawdę pięknie.
W sobotę byliśmy na meczu: Karpaty Lwów – Szachtar Donieck. Wygrał Szachtar, 2:0.
Na niedzielę zaplanowaliśmy sobie wycieczkę do Zółkwi, do której pojechaliśmy… taksówką, za… 12 hr!
Akurat, kiedy wysiedliśmy na rynku, zaczęło padać i w dodatku trzeba było Marcie zmienić pampersa. Na szczęście szybko się wypogodziło. Żólkiew jest bardzo ładnym miasteczkiem, warto ją zwiedzić. Najbardziej podobała mi się synagoga, niestety nie zobaczyliśmy w środku, bo była niedziela.
Potem przyjechał Paweł, chodziliśmy fotografować, w piątek odbyła się pożegnalna impreza i – w sobotę przyjechał mój tata, Pakowanie i ostatnie zakupy, wieczorne wyjście. W niedzielę rano pojechaliśmy. Do domu. A może z domu?

koniec (na razie…)

0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x