szpilki na złotych obcasach

By Published On: 6 czerwca, 2008Categories: życie dziśTags: 2 komentarze on szpilki na złotych obcasach

Kiedy przyjechałam na Ukrainę, czułam się trochę nieswojo.

Jako kobieta. 

Bo nie wyglądałam na kobietę na tle miejscowych kobiet. Raczej na jakąś trzecią płeć. Sportowe sandały? Takie pojęcie w ogóle nie było znane tutaj (teraz już jest). Miałam za mało spódnic, a jeśli już, to też jakieś takie za mało falbaniaste, za mało błyszczące, za bardzo sportowe. Nie malowałam się. Nie miałam szpilek na złotych obcasach, ani kozaków za kolana, ani torebkiz łańcuszkiem pobrzękujących monet, ani kolczyków w kształcie kół o średnicy 10 cm. Wielu rzeczy jeszcze nie miałam.

Niby nie czułam żadnej presji, ale zaczęłam się malować (teraz już pewnie nie ma we Lwowie ani jednej dziewczyny, która się nie maluje).

A w tym roku postanowiłam nauczyć się chodzić na obcasach (i to od razu po bruku). Kiedyś nawet 3 cm stanowiło problem, ale spokojnie, trening czyni mistrzem, nie muszę tak od razu, w końcu miejscowe zaczynają naukę już w przedszkolu, więc dorównam im gdzieś przed samą emeryturą. Póki co jestem na etapie 5-6 cm.

No i tutaj wstawka z Natalią. Natalia miała dziś wolne popołudnie i najwyraźniej zatęskniła za mną. Zadzwoniła, żeby się umówić na wymianę ciuchami. I butami. Tylko żeby się mąż nie dowiedział. No i tak stałam się szczęśliwą posiadaczką dwóch par na obcasach wyskości 9 i 10 cm („nic, nic, pochodzisz po domu, to się nauczysz”).

Chyba zwariowałam.

Proszę zwracać się pisemnie
patriotyczny obowiązek

zobacz także:

Subskrybuj
Powiadom o
2 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze

z blox.pl:
we-lwowie
2008/06/07 01:48:32
Ja tez mialam problem ubraniowy. Ale jadac do Lwowa zrezygnowalam z zupelnie innych ciuchow: w starych brano mnie za Cyganke. Michał (brodaty) brany był za rosyjskiego prawoslawnego. Dobrana para ;)

A w sprawie butow:
zwariowałaś :)
Szukalam (w Polsce!) butow slubnych bez obcasów. Znalazlam. Ale trudno je nazwac slubnymi :)

Kaja

Jakbym czytała własne myśli sprzed kilku lat (dziesięciu już blisko!) :) Początkowo naiwnie sądziłam, że te wszystkie satyny-falbany-cekiny to po prostu weselne stroje. Niby tydzień, ale co mnie to obchodzi, ja ich z terminów wesel rozliczać nie będę… Ale gdzie tam! Toć prawdziwe motyle na co dzień były! Zachwycona, zwłaszcza tymi niebotycznymi szpilkami stukającymi w lwowski bruk, stworzyłam osobny album ze zdjęciami, nazywając go, jakżeby inaczej „lwowskie motylki” :) Zdjęcia oczywiście w większości czynione z ukrycia, by nie rzec z narażeniem życia. Ostatni raz byłam we Lwowie dwa lata temu – balerinki, sandałki, adidaski – nuda :)
Powodzenia w szpilkowaniu ;)

Pdf mini-guides

Ostatnie wpisy